20 lipca 2014

Pamiętaj o mnie nie tylko w potrzebie

Bardzo fajnie żyje się ze świadomością, że inni mogą na Ciebie liczyć. 
Dobrze, że znajdują się osoby, które potrafią docenić Twoje poświęcenie.
Tak, to są te osoby, na które musimy uważać. 
Uważać w taki sposób, by czuły się doceniane i ważne, niejednokrotnie ratują nam życie.
Najlepsi przyjaciele. Zdarza się, że poznajemy osoby, które z różnych powodów nie znajdują się długo w naszym życiu. Inna sytuacja, gdy nie utrzymujesz z kimś stałego kontaktu, ale wiesz, że zawsze możesz na tą osobę liczyć. 
Tak bardzo należy być wdzięcznym, że dane nam było poznać kogoś takiego. 

To by było na tyle z miłych rzeczy. 
Chyba znowu zacznę narzekać. 
Dobra nazwę to konstruktywnym stwierdzaniem faktów, tak lepiej brzmi. 

No więc co mi znowu leży na serduchu. 
Przestaje być tak miło i przyjemnie, kiedy ktoś zaczyna perfidnie wykorzystywać Ciebie i Twój czas, a wszystko kończy się zranieniem uczuć, oczywiście Twoich.
Bo aktualnie ma taką, a nie inną potrzebę, więc staje się wyjątkowo życzliwy. Trochę udaje, że interesuje się Twoim życiem. Nawet od czasu do czasu poczęstuje Cię dobrą radą, żeby nie wyglądało to tak bardzo samolubnie z jego strony. Myślisz sobie, cudownie, dla takich chwil, dla takich ludzi warto żyć. Wtedy czar czy jakieś dziwne zauroczenie mija. Dostrzegasz, że cała ta szopka odstawiana była na potrzebę znalezienia odskoczni od problemów. Gdy wszystko zaczyna się układać, bo na przykład znalazłeś rozwiązanie problemu czy nakierowałeś daną osobę na właściwą drogę, stajesz się niepotrzebny, a więc bez żadnego dziękuję słyszysz tylko do widzenia żyj sobie tak jakby nic się nie wydarzyło. 
Łatwo powiedzieć trudniej wykonać. 
Takie życie "naiwnych" osób z dobrym sercem.

Taka, wydaje mi się, dość naturalna już sytuacja.
Zdarza się niejednokrotnie, że ta osoba powraca jak bumerang, to z nowym problemem, to z jakąś nurtującą informacją. Jednak, co mnie nie przestanie zaskakiwać, potrafi okazywać, w moim odczuciu, zazdrość. O to, że mimo wszystko radzisz sobie ze swoim życiem, cały czas jesteś sobą i trzymasz się swoich ideałów, w Twoim życiu pojawia się ktoś inny, ważniejszy. 
Przecież tak nie może być, Twoja uwaga może być skierowana tylko na tą jedną jedyną osobę, więc od nowa zaczyna coś kombinować. Tak jakby chciała coś udowodnić, nie wiem co, ale możliwe, że kiedyś się dowiem. 

Najpierw wykorzystuje, a później zmienia zdanie, chce wrócić. 
Jakby nie było łatwiej od razu skorzystać ze swojej szansy i cieszyć się tym co się ma.
Jeszcze nie zdążyłam zrozumieć tego toku rozumowania, lecz na to przyjdzie czas. 


Dobrze, że istnieją osoby stojące u Twego boku niezależnie od tego w co się znowu wpakowałeś. 

Żeby nie było, że tylko narzekam.
Jest dobrze ! ☺




17 lipca 2014

Motopasja

Ten temat musiał się w końcu tu pojawić.
W ostatnim czasie robi się coraz głośniej o motocyklistach.
No dobra może odnoszę takie wrażenie ze względu na krąg moich znajomych. 
Jak by nie patrzeć świat ewoluuje, zmienia się i takie tam, coś się dzieje.

Już kiedyś wspominałam o tym, że jedną z moich pasji, od ponad dziesięciu lat jest żużel (tyle lat oznacza, że robię się dorosła nie nie, jeszcze nie teraz)
Żużel niezmiennie ma swoje miejsce w moim życiu jak i również ukochany Falubaz.
Jakoś ponad roku temu doszły do tego motocykle sportowe. 
Życie potoczyło się tak, a nie inaczej i jak to zwykle bywa poznaje się jedną osobę, potem kolejną, następną itd.
Tak więc wdrożyłam się w to, polubiłam i dobrze mi z tym. 

Koniec moich zwierzeń, wracam do tematu. 

Życie życiem, kolejnym standardem jest fakt, że im bardziej coś jest popularne tym więcej ma przeciwników.
Normalna kolej rzeczy, nikt nie każe nam lubić wszystkiego i wszystkich.
Skoro to takie zwyczajne, nie powinnam mieć żadnych zastrzeżeń. 
Mimo to mam. 

Nurtuje mnie ciągłe generalizowanie społeczeństwa motocyklistów.
Bo motocyklista to największe zło.
Przyjęło się, bardzo stereotypowe, myślenie, że każdy chłopak wsiadający na motocykl, no dobra każdy poza zawodowymi sportowcami, jest wariatem jeżdżącym na dwóch kółkach, najlepiej bez kasku, bez jakiejkolwiek ostrożności, bez doświadczenia, bez prawa jazdy, nie zwracający uwagi na to co się dzieje dookoła niego. 
Nie chcę w tym miejscu bronić osób które na prawdę się tak zachowują, dobrze wiem, że nie jest tak kolorowo jak bym chciała i nie wszyscy są idealni.
Zawsze, wszędzie znajdzie się ktoś kto swoimi czynami zepsuje w miarę dobrą opinię o danej grupie.
Istnieją bezmyślni wariaci, nie mówię, że tak nie jest, ale nie stanowią oni całości społeczeństwa, więc dlaczego mielibyśmy traktować wszystkich jednakowo skoro tacy nie są.

Przecież motocykliści nie spędzają całego życia na jeżdżeniu, choć co niektórzy pewnie bardzo by tego chcieli, i tym stereotypowym wariowaniu. 
Prowadzą normalne życie, pracują, uczą się, spotykają się, dzielą się wspólną pasją, starają się jakoś to wszystko ogarniać, jak każdy z nas. I tak samo jak każdy z nas potrzebują czegoś do odreagowania, dla nich jest to jazda, dla Ciebie może to być coś zupełnie innego. 
Poza tym potrafią i często robią wiele dla innych. Może w mniejszych miastach nie jest tak łatwo coś zorganizować i nie każdy to widzi, ale tam gdzie jest taka możliwość starają się jak mogą by na przykład zorganizować dzieciakom prezenty na mikołajki, zajączka, pokazują się od dobrej strony.  
Lecz o tym już nie usłyszymy w mediach tak często, jak o wypadkach i konfliktach z ich udziałem.

Obudźmy się, nie muszę chyba przypominać, że jesteśmy istotami rozumnymi i każdy z nas ma możliwość wytworzenia własnego osądu o danej sytuacji zamiast sugerowania się wypocinami osób nie mających bladego pojęcia w danym temacie. 

Jesteśmy różni i nie widzę innego powodu, dla którego ludzie tak łatwo oceniają innych, jak zazdrość. 
Bo ktoś ma coś o czym marzysz, albo po prostu ma coś czego nie masz. 
Słabe usprawiedliwienie.
Jeśli kogoś nie znasz nie oceniaj dlaczego jest taki a nie inny. 
Nie wszyscy od razu muszą wsiadać na motocykle, nie nie, to byłoby zbyt nudne.
Jednak rozum to, że każdy powinien mieć pasję, żeby nie zwariować na tym świecie.
Szanuj wybory innych i żyj swoim życiem. 

4 czerwca 2014

Moda na zostanie życiowym guru

Tyle hipokryzji jest dookoła, że aż głowa boli. 
Wszystko nie tak jak być powinno. 
Narzekamy na innych ludzi, po czym popełniamy dokładnie takie same błędy w swoim życiu. 
Chcemy zmieniać świat, ale zamiast zacząć od siebie, poprzestajemy jedynie na pouczaniu i krytykowaniu innych. 


Miałam nie narzekać no i prawie się udało. 
Wytrwałam w końcu te wyznaczone 21 dni, a nawet dłużej, jednak znowu jest ciężko. 
Szkoła życie, życie szkoła i tak w kółko, byleby nie dać się zwariować.


Pełno jest wszędzie super motywujących obrazków, tekstów, filmików. 
Zarówno tych odnoszących się do zwiększenia aktywności fizycznej jak i do poprawy egzystencji. 
Jestem jak najbardziej za, bo wielu osobom na prawdę to pomaga.
Problem w  tym, że wszyscy po kolei postanawiają, z dnia na dzień, zostać niemalże życiowymi guru. 
Ci wszyscy mistrzowie, za myśl przewodzącą obierają sobie nic innego jak "Wszystko co robisz rób nie po to by zaimponować innym, lecz tylko i wyłącznie dla siebie, dla własnego dobra"
Czemu nie. Całkiem zacna idea. Też ją lubię i stosuję. 
Szkoda, że ci, jak ich tutaj nazywam, mistrzowie postanowili zinterpretować to na swój sposób. 
Zapominają zbyt często, że nie żyją na świecie sami. 
Zapominają o bezinteresowności i poświęceniu.
Zapominają, że mimo wszystko liczy się jeszcze coś więcej niż tylko ich własne szczęście. 
Nie liczą się ani trochę z uczuciami innych, bo przecież oni są najlepsi i najważniejsi.
W tej nieustannej pogoni za eudajmonią popełniają niewidoczne dla nich samych błędy. 
Zapatrzeni w siebie, zachowując się w ten czy inny sposób krzywdzą ludzi dookoła siebie.
Oddalają ich i świadomie bądź nie tracą tych, którzy byli na prawdę, nie tylko z powodu chwilowej fascynacji.

Nigdy nic co jest zdobyte kosztem innych nie było i nie będzie dobre.
Nic nie przyniesie tyle szczęścia i radości co wspólne działanie a tym bardziej pomoc innym. 
Proponowałabym tym mistrzom szybką zmianę myślenia, żeby nie obudzili się kiedy będzie już za późno. 




Przykry jest ten moment w którym przestajesz poznawać tak bliską osobę i uświadamiasz sobie że nie możesz na nią patrzeć bez odrobiny nienawiści, momentalnie zaczynasz tracić do niej szacunek. 


Gratuluję błyskotliwości jeśli taki właśnie jest Twój sposób na szczęście !

13 kwietnia 2014

Świat zagubionych wartości

Jakiś czas temu podsumowując notkę napisałam, że miłość się pogubiła.
Żeby tylko ona jedna to nie byłoby tak źle.
Obejrzany niedawno przeze mnie film "Niezgodna" skłonił mnie do przemyślenia mojej i naszej wspólnej egzystencji.
Tak obserwując życie, ludzi dochodzę wielokrotnie do wniosku, że wszystko nam się miesza, staje na głowie, wywraca na bok, a na koniec kręci nieudane piruety. Boję się, że to idzie w złym kierunku. 
Nie jestem w stanie zliczyć ile razy już zadawałam sobie samej czy przyjaciołom podczas rozmów pytanie:
Dziwna jestem ja czy ten świat? 

Nie pasuję do świata czy on do mnie? 
I jeszcze kilka innych pytań na które brak odpowiedzi. 
Mimo całej skromności mogę szczerze przyznać, że jestem normalna, albo nie, że ogarniam życie. Pojęcie normalności jest jak dla mnie zbyt subiektywne.
Pozostaje mi cieszyć się z tego, że nie skręciłam w złą ścieżkę, mimo wielu zakrętów i potknięć trzymam się swojego. 
Swoich wartości. 
No właśnie o nich tutaj miało być. 
Najważniejsze dla mnie ? 

Miłość, wiara, rodzina i przyjaciele, choć ta krótka lista mogłaby zostać zamknięta na trzech pierwszych punktach, ze względu na to, że prawdziwi przyjaciele są dla mnie jak rodzina. 
Wiem, że nie u wszystkich tak jest, ale te wartości są dla mnie nierozłączne i nie mogą istnieć bez siebie nawzajem. Uzupełniają się, przeplatają, tworzą niezaprzeczalną całość. 

Współczesny zmaterializowany świat stara się przeprogramować myślenie osób z takimi bądź podobnymi wartościami. Mając w rękach najniebezpieczniejszą broń-media, może zrobić wszystko na co tylko ma ochotę. 
Dzieje się tak dlatego, że z premedytacją wykorzystuje ludzką naiwność, a może i nawet bardziej zachłanność oraz pragnienie posiadania wszystkiego, dosłownie wszystkiego. Nic na siłę, za przyzwoleniem ludzi.
Tak sobie piszę, że wszystkiemu winny jest świat. Tyle tylko, że ten świat, nasz, ziemski, w zdecydowanej większości tworzymy my sami. 
Reasumując wszystko jest takie jak sobie zażyczymy. Jeśli większa część społeczeństwa z jakichś tam wymyślonych powodów zażyczy sobie zmiany zachowania, stworzenia czegoś nowego czy rozwinięcia czegoś co już było, to inna część tego samego społeczeństwa również do tego dąży, jeśli znajdzie w tym swój interes. Widząc możliwość zysku nie zwraca uwagi na potencjalnie konsekwencje swoich czynów, a już na pewno nie na te które negatywnie wpływają na innych, może o sobie by pomyśleli, przecież takie modne jest myślenie o swoim ja o innych już niekoniecznie, czasami nawet wzbronione. 
Wszystko tylko, dla wzbogacenia się, osiągnięcia władzy nad innymi. 
Takie myślenie na zasadzie: znam swoje zalety, więc dlaczego nie miałbym wykorzystać ich do podporządkowania sobie kogoś kto ma ich mniej bądź jest lepszy w innej dziedzinie, więc przyda mi się, kiedy sam nie będę potrafił czegoś zrobić, ale oczywiście wszelkie zyski przyjmuję ja sam. 
Osoby mające choć odrobinę odwagi i potencjału czy to w postaci zasobów pieniężnych czy siły perswazji wykorzystują to aby wpoić innym swoje ideały, te zwerbowane osóbki dostrzegają tylko przedstawione w odpowiedni sposób, teoretycznie dobre dla nich skutki i robią co mają do zrobienia, nie widząc, że są tylko pionkami w grze mającej na celu wzbogacenie się osób kierujących nimi. 

Nie jest łatwo przy tym wszystkim trzymać się swoich celów. 
Wartości jakimi kierujemy się w życiu nie biorą się znikąd. Są nasze, ale wybieramy je spośród tych, które już krążą w świecie, które przekazali nam rodzice, środowisko, w którym się wychowywaliśmy. Cały szkopuł polega na tym, by dobrze je wybrać. Tak by prowadziły do rozwoju osobistego, a nie tylko do chwilowej przyjemności i przede wszystkim by nie krzywdziły innych i nas samych. 

Pozytywne jest to, że jeśli mimo wielu przeciwności stoisz przy swoim, masz prawo do ogromnej dumy z siebie i podbudowania własnej samooceny. Poza tym, jest szansa, że gdy swoim zachowaniem potwierdzasz swoje priorytety i nie są one już tylko suchą teorią, znajdzie się chociaż jedna osoba, dla której staniesz się motywacją, inspiracją, wzorcem. Nie ma chyba nic lepszego jak świadomość, że twoje życie ma pozytywny wpływ na innych. 


Czyżby leniwa niedziela ? 

24 marca 2014

Let's train ! Uzupełnienie

W związku z otrzymaną prośbą o program moich ćwiczeń odpowiadam tutaj. 

Drogi Anonimie!
Zwracam się tak bezosobowo, ze względu na brak podpisu ☺

O ćwiczeniach które wykonuję pisałam już tutaj: 

http://un-altro-inizio.blogspot.com/2014/01/lets-train.html


Poza ukończonymi już i wymienionymi w tamtym poście wyzwaniami ostatnio wybrałam:
*30 day Plank challenge (całe ciało), 
*30 day AB&Squat challenge (brzuch, uda, pośladki)
*30 day Sit up challenge (brzuch)

Cała strona jest po angielsku, ale nie ma większego problemu z odnalezieniem się na niej (jak ja dałam radę, to wszyscy sobie poradzą!) Każdy może wybrać coś dla siebie. 

Dodatkowo do ćwiczeń dochodzi skakanka na rozgrzewkę i obowiązkowo rozciąganie na koniec. 

Od czasu do czasu dokładam jeszcze:

https://www.youtube.com/watch?v=W-9L0J_9qag  --> 8 min ABS Workout poziom 1 +  poziom 2 dla bardziej zaawansowanych

10 min Booty Shaking Waist Workout --> są super na talię i "boczki"

Przy ładnej pogodzie wybieram się na rower (średnio 20km) lub rolki. 

Nie muszę chyba przypominać, że najważniejsza jest systematyczność i brak przeciążenia.
Dużą wartość również ma odpowiednia dieta, której akurat u mnie brak, a więc na ten temat się nie będę wypowiadać. 
Efekty przychodzą szybciej lub wolniej w zależności od naszych uwarunkowań fizjologicznych i genetycznych. 
Każdemu z osobna życzę cierpliwości, wytrwałości i pozytywnych efektów.

21 marca 2014

Wiosnaaaaa ! ☺

O taaak ! 
Pięknie jest ! 
Słoneczko
Ciepełko
Watr we włosach
Aż chce się żyć 

Oficjalnie, nieodwołalnie rozpoczęła się wiosna zarówno ta astronomiczna jak i kalendarzowa.
Cieszę się, cieszę się, cieszę się na widok Słońca od samego rana, czując te ciepłe wieczory.
Uśmiech sam pojawia się na twarzy.
No bo, jak tu się nie cieszyć, kiedy wszystko jest takie wesołe, radosne.
Ludzie tacy uśmiechnięci, wiosenni. 

Co prawda jeszcze nie wiosną, ale raptem tydzień wcześniej rozpoczęliśmy Sezon Motocyklowy 2014.
Pogoda zaskoczyła drogowców (no nie tym razem) słonko było, trochę chłodno, ale czego innego się spodziewać po połowie marca, na grilla wystarczyło. 

Najważniejsze, że się udało i było dobrze, bardzo dobrze. Tak.
I przyznaję, ten dźwięk jest uzależniający. 






Ci, którzy nie wystraszyli się pogody !

















Zdjęcia zapożyczone. 

Skoro wiosna to i rower został wyciągnięty z piwnicy, w sumie to zawsze muszę go wyciągać, taki mały szczegół, nie ważne.
W każdym razie dzisiaj na początek 18 km. 

Zrobione, forma w normie, nie ma na co narzekać. 



Wiosennie, rowerowo.


Hello Springtime!

Niestety ostatnio było co odreagowywać, dwa dni intensywnych treningów dają w kość. 
Przynajmniej latem będzie co pokazywać na plaży ^^ Także dziękuję za motywację.
Efekty ćwiczeń są coraz lepsze. To mi się podoba. Zdecydowanie na plus. 

______________________________________________________

Miłość się pogubiła, a ja mam ochotę wysłać w kosmos wszystkie dziewczyny mieszające w głowach dobrych chłopaków. 
Musimy się odnaleźć. 
Koniec.




17 marca 2014

Pomoc ? Ale przecież nic się nie stało ...

Przerażający jest fakt w jak bardzo samolubnym, a zarazem wścibskim świecie żyjemy. 
Większość widzi tylko swoje "ja", troszczy się o to by im było dobrze, a całe otoczenie schodzi na drugi, może nawet trzeci plan. Niech każdy się zajmie sobą, bo trzeba być samodzielnym, a jak będzie okazja to zawsze ktoś wtrąci od siebie parę niepotrzebnych zdań, tak dla zasady. 
Co za ironia, wszystko jest poprzewracane do góry nogami. 

Taka jestem, mam nadzieję, że nie tylko ja, nienawidzę tej wszechobecnej znieczulicy.
Chcę, lubię pomagać i robię to kiedy mogę. 

Nie miałam okazji jeszcze nigdy sprawdzić swojego zachowania w jakimś bardzo dramatycznym wydarzeniu, nie uczestniczyłam w wypadku, nie zostałam postawiona w sytuacji bez wyjścia. 
Wiem jedno, tylko szok, bądź moja własna kontuzja mogłyby mnie wtedy powstrzymać przed działaniem.

Tak wiem, nie każdy musi znać wszystkie zasady udzielania pierwszej pomocy, ale boję się o samą siebie i bliskie mi osoby kiedy widzę jak ludzie są w stanie zareagować w sytuacji, w której powinni bez chwili zastanowienia pomóc drugiej osobie, a hamulcem jest dla nich nie brak kompetencji lecz głupie myślenie o sobie. Co będzie jeśli zamiast coś zrobić, dookoła zbierze się tylko tłum obserwatorów. I nie mam tu na myśli podejmowanych czynności jakimi jest odejście z miejsca wypadku czy bezczynne gapienie się na poszkodowanego. Nawet nie chcę myśleć jakie przykre konsekwencje może to przynieść

Nie generalizuję, taka jest prawda, mało kto potrafi ruszyć swoje "cztery litery" i zachować się odpowiednio.

Niestety ostatnio doświadczyłam tego osobiście. 
W tej chwili mało istotne jest to co się wydarzyło, kto wie, ten wie.

Niedobrze się robi, kiedy ten "cudowny tłumek gapiów" reaguje na Twoją pomoc podśmiewaniem i głupimi żarcikami, a obok są osoby totalnie niezainteresowane całym zajściem.
Całe szczęście, że nie stało się nic poważnego i jednak było kilka osób które pomogły, ale według mnie za mało, zdecydowanie za mało, a za dużo było tych wszystkich dookoła.

Taka jest moja subiektywna ocena, nie chcę nikogo krytykować ani obrażać, w końcu znajdując się w środku mogłam coś źle ocenić. 





A tak na koniec weekendowe przemyślenia:

Nic nie dzieje się przez przypadek i bez przyczyny!


10 lutego 2014

Theatrum mundi


"Nie znam roli, którą gram.
Wiem tylko, że jest moja, niewymienna.


O czym jest sztuka,
zgadywać muszę wprost na scenie."


Z kim i o czym bym ostatnio nie rozmawiała za każdym razem w toku konwersacji pojawiają się tematy przemijalności/odgrywania ról społecznych/oceniania. 
Potwierdza to tylko jedno, mianowicie każdy, bez wyjątków, od chwili narodzenia ma takie samo zadanie. 
Odegrać jak najlepiej potrafi swoją rolę w teatrze świata. 
Ktoś powie, że to smutne. Owszem, ale zarazem szczere i prawdziwe. 

Można również powiedzieć, co to za problem, przecież wystarczy żyć. Po pierwsze jest znacząca różnica między życiem, a istnieniem, która jest często, a niewłaściwie pomijana. Po drugie pod tym pozornym "tylko życiem" kryje się spełnianie oczekiwań otoczenia, życie w ciągłym biegu, spełnianie zadań sprytnie narzuconych przez społeczeństwo itd. Tak więc nie jest to tylko życie, jak dla mnie to jest  życie, bo ogarnięcie wszystkiego łatwe nie jest i do tej pory nie spotkałam, jeszcze ani jednej osoby, która perfekcyjnie radziłaby sobie sama ze wszystkim i nie odniosła żadnej porażki, nie potknęła się ani razu. Życie wymaga od nas nieustannej gry, bo inaczej nazwać tego nie można. 

Jak wspomniałam ten temat krąży wokół mnie już od dłuższego czasu. 
Poza rozmowami natknęłam się na niego w kilku artykułach, a szczególnie moją uwagę przykuły dwa. Jeden o roli kobiety, a drugi o roli mężczyzny w dzisiejszym świecie. 

Może zacznę od panów. Przyjęło się, że idealny mężczyzna powinien wykazywać się niezwykłą odwagą, siłą, do tego musi być przystojny, wysoki, dobrze zbudowany, wykształcony biznesmen, zero zmartwień, nie może się poddawać i nie może mieć chwili słabości (i nie mam tutaj na myśli chwili słabości przejawiającej się np. w postaci zdrady żony). No właśnie przyjęło się, lecz wcale tak nie jest, ideały nie istnieją, a głupie wzorce wykreowane przez media siedzą w głowie tych naszych współtowarzyszów niedoli zmieniając im prawidłową wizję rzeczywistości. Dbanie o kondycję i wygląd jest w porządku do momentu aż ktoś popadnie w narcyzm i zacznie przykładać większą uwagę do tego jak wygląda zamiast martwić się tym, że co nieco ubywa mu z głowy. Może i nawet na pewno zrobi to na wielu dziewczynach wrażenie, ale nie na mądrych, mających racjonalne priorytety. Każda lubi zawiesić oko pięknym, umięśnionym ciałku, ale to jest tylko chwilowe, lata lecą, brakuje sił na treningi, być może pojawia się do tego choroba, wychodzą skutki stosowania sterydów i co wtedy? W takiej sytuacji powinna pozostać, zebrana przez wiele lat, mądrość życiowa. Jeśli się o to nie zadbało w młodości, to koniec, przestajesz się liczyć, nie masz już nic czym mógłbyś zaimponować kobietom. Dlatego wbrew tym pomylonym teoriom społecznym mężczyźni powinni pozostać sobą, nie każdy przecież ma predyspozycje do pozostania kulturystą i nie każdy musi nim być. Nie każdy musi całe swoje życie poświęcić na awanse zawodowe. Jestem pewna, że uczciwy, troskliwy, wyrozumiały, potrafiący przyznać się do swoich wad, pozornie przeciętny mężczyzna jest bardziej ceniony przez dziewczyny od takiego bezmyślnego mięśniaka. 

Dobra nie tylko oni zostali pokrzywdzeni przez, no właśnie przez co, tak na prawdę sami stwarzamy te wszystkie ideały i sami siebie krzywdzimy. 
Jak już zaczęłam kobiety również nie mają łatwo. W zależności od tego jak się wychowywałyśmy przeznaczone nam są dwie drogi. Wykształcona, singielka, odnosząca kolejne sukcesy zawodowe. Z drugiej strony jej przeciwniczka, czyli kochająca żona, prowadząca dom. Do tego jeszcze dodałabym figurę modelki, czyli tak zwany wieszak na ubrania, nienaganne maniery, charakter anioła i diabełka jednocześnie. Łącząc jedną z ról z pozostałymi elementami wychodzi dość dziwne stworzenie, którego nie spotkamy nigdy w życiu. 
Powtórzę raz jeszcze, że ideały nie istnieją. Piękna byłaby możliwość pogodzenia tych tak zwanych ról społecznych aby jednocześnie móc spełniać się zawodowo i mieć wspaniałą rodzinę jednak w tym nieustannie przeszkadzają nam niewyrozumiali szefowie, niekochający mężczyźni i nieodpowiednia pod wieloma względami polityka społeczna naszego kraju. Według tych męczonych przeze mnie ról społecznych jeśli zdecydujemy się na zrobienie kariery nie mamy już możliwości stworzenia rodziny i odwrotnie, wybierając rodzinę teoretycznie brakuje nam czasu na pracę zawodową. Okropne jest to szufladkowanie, które właściwie sami sobie fundujemy. Niejedna kobieta chciałaby pomieszać te dwie role i spokojnie prowadzić szczęśliwe życie.

Gubimy się i to bardzo, nieszczęśliwie zbyt skupiając się na tym całym spełnianiu, zapominamy o własnym ja, o swoich przekonaniach, o tym że pewne role się krzyżują i nie wystarczy dbać jedynie o siebie, trzeba też rozejrzeć się dookoła siebie, dostrzec innych, być może nasza droga jest powiązana z drogą kogoś innego i nie ruszymy dalej bez skrzyżowania ich ze sobą. 


♥♫♥

25 stycznia 2014

Pudełko czekoladek

"Mama always said life was like a box of chocolates. 
You never know what you're gonna get."

Ten cytat z filmu Forrest Gump zna praktycznie każdy.
Nawet jeśli nie z samego filmu to z wszechwiedzącego internetu, sama niejednokrotnie się na niego tam natknęłam. 

Tak. Życie potrafi zaskakiwać. Ale Ameryki w tym momencie nie odkryłam. Każdy to wie. Każdy się o tym niejednokrotnie przekonał w mniej lub bardziej sympatyczny sposób.

Intryguje mnie jednak to, jak wiele osób, cały czas usiłuje z tym walczyć. 
Buntując się przeciw każdemu niepowodzeniu.
No dobra, bywa trudno, bardzo bardzo trudno, a nawet jeszcze trudniej.
Lecz to nie jest stan permanentny. Chyba, że sami się do tego przyczynimy. 
Wymyślając, wyolbrzymiając sobie problemy, które najprawdopodobniej w ogóle nie istnieją.
Nie mówię, żeby od razu przestać przejmować się czymkolwiek, tak żeby wypłukały się z nas wszystkie emocje. No ale nie dajmy się zwariować. 

Co nowego by się nie wydarzyło, to zawsze jest źle. A dlaczego ? Bo jest inaczej.
W życiu potrzebne są nowości, potrzebne są zmiany. Nadmiar monotonii zabija. 
I w tym momencie jestem przekonana, że najbardziej potrzebne są nam wszelkie niepowodzenia. Bo co z tego, że coś nam się uda, jak nie umiemy tego docenić ?
W swoim otoczeniu mam masę ludzi która turla się ze skrajności w skrajność. Jest dobrze to popadają w euforię. Jest źle to mają depresję. A gdyby tak zachować cierpliwość i utrzymać się pośrodku ? Ha ! Nie chce się, bo trzeba w to włożyć trochę wysiłku. 

Każda źle podjęta decyzja, każda zmiana planów czegoś nas uczy. Nie ma łatwo. Nie ma, że dostajemy wszystko na pstryknięcie palcem. Chcesz coś osiągnąć ? To rusz się w końcu i zacznij zmieniać swoje życie. Nikt za Ciebie nic nie zrobi. 

Proponuję otworzyć kolejne pudełko czekoladek i przy odrobinie słodyczy odkryć coś nowego, inspirującego i nie buntować się, nie zamartwiać się wszystkim po kolei, bo z tego co wiem to płacz i krzyk na niewiele się zdadzą. 



Zacznijmy się cieszyć z tego co mamy i na prawdę doceniać najważniejsze rzeczy.



♥♥♥

No a tak poza tym, to chyba serio, serio, serio przyszła ZIMA ☺

6 stycznia 2014

Let's train !

Już od pewnego czasu myślałam nad tekstem o treningach. Dzisiaj mam na to natchnienie, a więc taki oto się teraz tu pojawił. 


Część osób pewnie wie, że od jakiegoś czasu, systematycznie trenuję.
Trudno jest mi jednoznacznie powiedzieć dlaczego. 
Zaczęłam ponad pół roku temu, na początku głównym powodem była potrzeba stłumienia dużej ilości, skrajnych emocji. Nie przykładałam się do tego jakościowo, lecz bardziej ilościowo, kilkadziesiąt km dziennie na rowerze bądź setki brzuszków robionych jak popadnie byleby rosła ilość tych już wykonanych. 

Później trochę wolnego i po napisaniu matur i powrocie do domu, systematyczniej zaczęłam jeździć na rowerze, rolkach,  ćwiczyć brzuch i znowu tylko i wyłącznie dla zabicia czasu i spędzenia go na świeżym powietrzu. Jak to zwykle bywa w moim przypadku indywidualnie. 

Fakt że efekty jakieś tam były, ale bez konkretnego planu, celu jakiegoś zorganizowania nie ma co liczyć na zbyt wiele. 
Dalej podczas wakacji ruchu nie zabrakło, bo to pielgrzymka, później wyjazd w góry. Ale w dalszym ciągu wszystko było bezcelowe.

Po przyjeździe do Wrocławia, wzięłam się trochę za siebie. 
Od brata dostałam filmiki z konkretnymi ćwiczeiami tzw. ABS workout. Oczywiście, żeby było śmieszniej trenowałam według męskiej wersji, bo damska była dla mnie zbyt nudna. 
Potem poszło już z górki.
Do brzucha doszły ćwiczenia na rozciąganie. Po niedługim czasie mogłam już swobodnie wykonywać drugi poziom tych ćwiczeń. 
W związku z tym, że na szkolnych zajęciach w-f nie robimy praktycznie nic, w każdym razie nic sensownego, miałam już jakąś motywację, do tego żeby samodzielnie wykonywać ćwiczenia. 

Czas mijał a ja ćwiczyłam coraz więcej, coraz częściej. Znowu zaczęłam się nudzić tym co robiłam do tej pory. Zaczęłam szukać czegoś nowego.
Tym sposobem trafiłam na kilka "fejsbukowych" stron o zdrowym trybie życia i stronę, na której są bardzo fajne 30-dniowe plany ćwiczeń, praktycznie na wszystko, co tylko sobie zażyczymy.   *30dayfitnesschallenges*
Mój pierwszy wybór:
*Przysiady, którym jednak nie podołałam, może kiedyś się uda ( 30 Day squat challenge)
*Brzuch, zakończone sukcesem, nawet szybciej niż w miesiąc, ponieważ w trakcie ćwiczeń, przesuwałam nieco dni wolne, albo całkiem je pomijałam



Mój brzuch jeszcze nie jest taki jak ten na obrazku z planem, ale narzekać nie mogę, bo postępy są widoczne. 
Przez święta oczywiście miałam przerwę połączoną z wielkim objadaniem się, wszystko w normie.
Od nowego roku, już mam w planach rozpoczęcie nowych wyzwań. Cały czas kształtowany będzie brzuch, teraz już nie osamotniony ;) dołączą do niego uda i pośladki.




Na pewno nudzić się nie będę. 
Mam już cel i bardziej przykładam się do ćwiczeń.
Poza tym ćwiczenia są idealną wymówką od nieuczenia bądź sposobem na odreagowanie, odpoczynek psychiczny. 
Za każdym razem widzę u siebie te same skutki, po ćwiczeniach mam w pewnym sensie więcej energii do działania, łatwiej jest mi się skupić na nauce.
Więc serdecznie polecam wszystkim, chociaż podjęcie próby, sprawdzenie samych siebie. 

Na koniec kilka motywacji





No to już kończę.
Dobranoc ! 

2 stycznia 2014

2014 witamy Cię !

'Un altro inizio'

Hello! Dawno nic nie pisałam. 
Nie wiem jak, gdzie, kiedy minął ten czas, ale mamy już 2014 rok.
Jakoś jeszcze to do mnie nie dotarło.
Zdecydowanie za szybko wszystko się dzieje, a pewne wydarzenia minionego roku wyryły tak głębokie ślady w pamięci, że mimo upływu czasu to wszystko wydaje się takie świeże. 

Jeśli kiedykolwiek chcemy znaleźć czas na rozpoczynanie czegoś na nowo, otwieranie nowych rozdziałów naszej księgi życia to właśnie teraz jest ten czas. 
Sądzę, że łatwiej jest się nam do czegokolwiek zmotywować jeśli dookoła dzieje się coś ważnego, równoznacznego z początkiem.
No więc cóż innego jak nie Nowy Rok ? Światowe święto, początek miesiąca, kwartału, roku wszystko się zgadza.


Świętowanie Sylwestra z "cudowną" chorobą i ledwo zwalczoną gorączką nie jest pozytywnym początkiem nowego roku. Trzeba mieć szczęście, żeby tak zakończyć rok. Z drugiej strony myślę, że przecież najlepiej jest rozpocząć coś nowego od totalnego zera, nie gdzieś w środku starając się na siłę wprowadzać poprawki, tylko właśnie od zera, od dna nas samych. Więc aż tak bardzo nie narzekam na mój stan zdrowia, aczkolwiek nie obraziłabym się gdyby chociaż odrobinę uległ on poprawie.

Tabula rasa
Było, minęło, wszystko zostało zamknięte w 2013 roku. Teraz startujemy z czystym kontem. I co robimy ? Wymyślamy postanowienie noworoczne, których tak bardzo nie lubię. Jak pięknie się to nazywa i jak pięknie się wszędzie o tym mówi. 
Jeszcze nigdy nie stworzyłam takiej listy i jakoś mnie do tego nie ciągnie.
Może w końcu powinnam to zrobić, bo przecież w moim wieku (tylko kalendarzowym, bo jeszcze dzieciak ze mnie jest) pojawiła się już z przodu dwójeczka, ale nie nie nie. Nie robiłam i robić nie będę. Bo po co. W większości przypadków i tak wszystko kończy się na spisaniu postanowień, bez wykonywania żadnego z nich. Jak dla mnie to jest zbyt mainstreamowe, żeby mogło poprawnie funkcjonować.  
Nie powiem, że nie chcę zmieniać nic w swoim życiu, w sobie, wprowadzać nic nowego. Oczywiście, że tak, ale po co od razu wypisywać nie do końca przemyślane, niemożliwe do zrealizowania postanowienia o których zapomnimy szybciej niż pojawił się w naszej głowie. Osobiście jestem za tym, żeby od razu realizować to do czego mamy predyspozycje.
Reszta, może niech pozostanie w formie marzeń, a nie tak poważnie brzmiących postanowień.


Na koniec życzę wszystkim dużo szczęścia i miłości w tym rozpoczętym już 2014 roku oraz wytrwałości w działaniu ;) 


Translate