1 grudnia 2013

Winter is coming


Grudzień, Zima, Śnieg, Święta, Choinka, Światełka, Prezenty

Chciałoby się, aczkolwiek aura za oknem jeszcze jesienna. 
No może nie wszyscy by chcieli, ja chcę, lubię zimę, ale taką prawdziwą, mroźną, z dużą ilością śniegu i przepięknymi krajobrazami.
Pierwszy śnieg był, ale zdążył stopnieć szybciej niż się pojawił.
Zgodnie z kalendarzem mamy jeszcze kalendarzową jesień, więc nie ma co narzekać.
Myśląc o grudniu od razu przychodzi mi do głowy pierwszy śnieg, strojenie domu, wielkie czaso- i pracochłonne przygotowania do świąt.
Zanim to nadejdzie, trzeba jeszcze przetrwać kilka tygodni w szkole i pozaliczać wszystko z myślą o kończącym się semestrze.
Jednak wracając do przygotowań. 
Myślę, że mimo wysiłku jaki musimy w nie włożyć, to wszystko ma swój urok. 
Będąc dzieckiem, jedynym, chyba, obowiązkiem było oczekiwanie przez cały miesiąc, przy okazji zjadanie kolejnych czekoladek z kalendarza adwentowego, a na koniec radosne otwieranie prezentów. 

Z wiekiem obowiązków przybywało, a czasu ubywało, taka kolej rzeczy. 
Oczywiście w tym natłoku spraw nie brakuje miejsca na sprzeczki i nerwową atmosferę, bo to ktoś komuś zajmuje miejsce, ktoś komuś miał pomóc, a w tym czasie zajął się czymś innym, ktoś nie zrobił czegoś co było potrzebne komuś innemu.
Standard. Mimo wszystko, zawsze pozostaje odrobinka uroku, jaki jest nieodłącznie związany ze świętami. 
Osoby wierzące przeżywają ten czas przygotowań, oczekiwania, Adwent na swój sposób, ale magia świąt pozostaje magią świąt, niezależnie od wiary czy przekonań.
Tylko, że w dzisiejszych czasach z tą magią świąt coś jest nie tak. 
Wszystko jest takie przytłaczające. Wystawy świąteczne w sklepach pojawiają się w listopadzie, dodam, że u naszych zachodnich sąsiadów ozdoby świąteczne można było zakupić już w październiku. 
Telewizja i radio przepełnione są mikołajowymi reklamami. 
Wokół pełno haseł, melodii i gadżetów mających na celu przypominanie nam o tym, że magia świąt na pewno istnieje. 
Z tego przepychu, aż nie chcę się w to wierzyć. 
Media jak co roku starają się wmówić nam, że familijne oglądanie Kevina i nieustanne słuchanie Last Christmas to nasza narodowa tradycja. 
Tak jakby miało to nam zastąpić prawdziwe, tradycyjne, rodzinne święta spędzone w pięknie przystrojonym domu.


Jakoś do mnie to nie dociera.

Jak dla mnie magia świąt powinna być sama z siebie po prostu magiczna, nie wymuszona czy atakująca nas z każdej strony, na każdym kroku. W takiej sytuacji, wszystko traci sens. Nic nie jest takie jakie być powinno. Zapominamy o tym co najważniejsze, a tylko pozornie cieszą nas rzeczy mało istotne, dające chwilowe szczęście, o ile w ogóle można nazwać to szczęściem. 

Pozostając przy swojej wizji grudnia, świąt i magii marzę o znalezieniu chwili spokoju. 
Spędzeniu świąt w urokliwej rodzinnej atmosferze. 
Odpoczynku pod ciepłym przytulnym kocem z kubkiem gorącego kakao w ręku. 




17 listopada 2013

Last year

Tym razem o wszystkim i o niczym.
Za niecały już tydzień, będą moje ostatnie "naste" urodziny. 
Nawiązując do minionego roku, jestem w stanie stwierdzić, tyle, że wydarzyło się DUŻO. 
Myślę, że każdy jest w pełni świadomy tego, jaki miał udział, w tym wszystkim. 
Wiele pozytywnych wspomnień, negatywnych też nie brakuje, ale by życie było kolorowe, to trochę szarości i czerni musi się dołożyć do całej palety pozostałych barw. 



Tak zebrało mi się na wspomnienia.

Od początku.
Chyba dobrze zacząć od osiemnastki. Z tej imprezy każdy ma swoje własne wspomnienia. 
Były osoby, które stanęły na wysokości zadania, aby to wszystko dobrze zorganizować i dlatego było pięknie.


I oczywiście, mój cudowny prezent urodzinowy. 
Sesja-metamorfoza.
Niezapomniane chwile. Z taką ekipą, aż chce się pracować. Nie ważne, że trwało to cały dzień.
Zaskoczenie efektem końcowym znajomych, rodziny, przede wszystkim mnie samej i fakt, że rodzice nie poznali własnej córki. Bezcenne.



Święta, Sylwester.
Następnie ferieeee. I wyjazd na narty do Włoch


Nauka, nauka, nauka, nauka, nauka...
Tak, cudowna szkoła, zaliczenia, próbne matury, ciągle masa nauki i ostatecznie nadszedł. 
Maj. 
Matury.



Czas, żeby zapakować swój "bursowski dobytek"


Pożegnanie.


iiiii jedziemy do domu.
Pomiędzy maturami jeszcze zdanie prawka.


Wycieczka nad jeziorko, ze względu na pogodę zakończyła się trzema dniami spędzonymi w domku.


Najdłuższe wakacje, odpoczynek, odpoczynek i jeszcze więcej odpoczynku.
Założenie bloga.
Poznawanie nowych osób.
Rozpoczęcie pracy nad sobą. 
Jakieś tam wypady na rower, rolki, ćwiczenia.


Pielgrzymka.
Upały, rozgrzany asfalt, pęcherze, bolące mięśnie.
Ale też pełno śmiechu, nowi ludzie wiadomo, że było wspaniale.

Moja kochana biała-biało-żółta-fioletowa najlepsza na świecie ekipa porządkowych 

Kolejne kilometry wychodzone tym razem w słowackich Tatrach.


I koniec wakacji.
Przeprowadzka do Wrocławia.
Rozpoczęcie studiów.

Sekretarzowanie! 



No to dobrnęłam do kolejnego listopada.



Dziękuję  



5 listopada 2013

It's time to...

Listopad.
No to rozpoczął się kolejny miesiąc. 
Szybko wszystko mija, to już trzeci miesiąc studiowania i mieszkania we Wrocławiu, szósty miesiąc pisania bloga.
No troszkę czasu upłynęło, wiele się wydarzyło, wiele osób przewinęło się przez moje życie, pojawiły się nowe osoby, jedni zagnieździli się w nim na dłużej, niektórzy do niego powrócili inni niestety, albo i nie, odeszli.
Ostatnio opornie mi to wychodzi, ale wciąż staram się wcisnąć ćwiczenia gdzieś między naukę, a chwile totalnego lenistwa. Pogoda ? Może, ale bez względu na to trzeba się wziąć za siebie.
No ale nie o tym dzisiaj. 
Właściwie trudno jest mi określić to o czym chcę napisać. 
Lekki miszmasz. 
Będzie coś o dojrzewaniu, ale nie tak jak w poprzednim poście. 
Tym razem powinno obejść się bez narzekania i marudzenia. 
Studia, studiami, wyprowadzenie z domu tylko częściowe, nie ma tu jeszcze miejsca na całkowite usamodzielnienie, nie jest to jeszcze dorosłość. Z drugiej strony, nie jest to również dzieciństwo, dobra przesadziłam teraz z tym dzieciństwem. W każdym razie jest to coś pośredniego. Taki czas pomiędzy. 
A w związku z tym, że jest to czas pomiędzy, to jest to czas przemyśleń.
Więc przechodząc do tematu.
Zastanawia mnie to kiedy zdajemy sobie sprawę, że to już jest ten moment, w którym chcemy stworzyć z kimś stały, stabilny związek, już nie taki chwilowy, nie na próbę, nie dla dobrej zabawy. Czy w ogóle każdy tak ma ? Domyślam się, że nie. Zapewne większość chce się "dobrze bawić", no cóż, jest to pojęcie względne, nie chcę tego rozwijać, ale myślę, że można dobrze się bawić będąc równocześnie w związku, kwestia wzajemnego zrozumienia, zaufania i ustalenia co dla kogo znaczy taka "dobra zabawa".
Wszyscy mamy swoje priorytety, ideały, którymi kierujemy się przy wyborze partnera/partnerki. Jedni uznają zasadę, że przeciwieństwa się przyciągają, no fakt coś w tym jest, inni wolą znaleźć osobę podobną do siebie. Nie każdy może być z każdym. Chodzi o to, by jednak jakoś się do siebie dopasować. Jest to wykonalne.
Naiwność ? Nie sądzę, w końcu mam obok siebie żywe, nie książkowe czy filmowe, przykłady na to, że się da. 
Na każdego przychodzi czas tylko czasami męczy już samo czekanie.
Bo odczuwasz potrzebę posiadania obok kogoś zaufanego, kogoś więcej niż przyjaciela/przyjaciółki i wiesz, że już jesteś gotowy, a dookoła jakoś brak osoby, która mogłaby powiedzieć to samo. 
Obserwując to co dzieje się w moim życiu czy moich przyjaciół odnoszę wrażenie, że boimy się zaangażowania. Obawiając się, że się nie uda, rezygnujemy z czegoś co jeszcze się nie zaczęło, poddajemy się przy pierwszym problemie, co gorsze sami, za często myśląc o wszystkim, stwarzamy wyimaginowane problemy, psując w ten sposób to co było, może nie idealne ale wystarczająco dobre. Nie twierdzę też, że trzeba od razu ładować się w związek z każdą nowo poznaną osobą. Widząc atrakcyjną, wykształconą i mądrą życiowo osobę, zamiast cieszyć się, że dane nam było poznać kogoś takiego, zastanawiamy się gdzie jest jakiś haczyk, co może być złego w danej osobie, nie dopuszczając do siebie myśli, że nie ma żadnego haczyka, automatycznie rezygnujemy z tej znajomości.
Strasznie stereotypowe myślenie. 
Bo ładna dziewczyna = łatwa, głupia.
Bo mądra dziewczyna = brzydka.
Bo ładny/zadbany facet = gej.
Bo mądry facet = brzydki, kujon.
Wcale tak nie jest.
Owszem są takie przypadki, ale nie są wzorcowe, nie stanowią całości społeczeństwa.
Wiadomo, że łatwiej jest coś powiedzieć, niż wykonać, ale trzeba żyć, a nie tylko bezczynnie egzystować. 



♥♥

16 października 2013

Każdy kiedyś chyba dorośnie

Każdy - fajnie by było
Kiedyś - za ile, dwadzieścia, pięćdziesiąt, sto lat ?
Chyba - chciałabym napisać "na pewno" ale to wcale nie jest takie pewne 
Dorośnie - fizycznie, psychicznie, społecznie, jakkolwiek ... bo osiągnięcie wszystkiego w dzisiejszych czasach jest jak zdobycie Mount Everestu, a wydawałoby się, że to nic takiego, że taka jest kolej rzeczy. 

Ręce opadają gdy zastanawiam się nad tym w jakim kierunku zmierza ten świat. 
Ten jakże nowoczesny, rozwijający się w zawrotnym tempie świat, w którym ludzie bardziej interesują się Twoim życiem, niż swoim własnym. Świat, gdzie wszystko stoi na głowie i nic nie jest takie, jakie być powinno.

"Aż chce się krzyknąć ja pier...
ale nie tu nie ma miejsca na to co ja wolę
Nie jestem sobą gdy patrzę na ten chory świat 
przeraża mnie jak wiele zmieniło się w ciągu kilku lat
Pozostaje chyba tylko po cichu na to wszystko patrzeć 
wszystkie piękne wspomnienia w swojej głowie zatrzeć."

Jeden wieczór słuchania rapu
Efekt ? Ślusi pisze rymami HA ;) Taki tam atawizm po klasie humanistycznej w liceum. 

Nie ważne. Wracając do tematu. 
Nurtuje mnie to, co się wydarzyło, że zaszło tyle zmian w myśleniu i funkcjonowaniu całego społeczeństwa. Nie wiem, nie było wojny, nie wybuchła bomba atomowa, nie spadł na Ziemię meteoryt, no więc co ? 
Ja nie jestem stara, nie jestem wielce pokrzywdzona przez życie, nie przeżyłam żadnej katastrofy, a więc tym bardziej boli, że w ciągu tych marnych, prawie dziewiętnastu lat zauważyłam tyle negatywnych zmian. Co innego starsze osoby, które pamiętają dobrze czasy II wojny światowej czy stanu wojennego, w ich życiu wiele się zmieniło, na dobre i na złe, ale Ja ? Nic takiego się nie stało, więc albo jestem ślepa i pochodzę z innej planety, nie chodzi tu o to że mężczyźni są z Marsa, a kobiety z Wenus, albo ludziom totalnie poprzewracało się w głowach.
Jak to jest możliwe, że tylko sporadycznie zauważa się osoby, które robią coś dla siebie, wykonują swoje hobby, cieszą się życiem, potrafią wziąć się w garść i ruszyć do przodu zamiast zapadać się pod ziemię narzekając na wszystko co ich otacza. (Więcej TUTAJ.)
Gdzie się podziali ludzie z jakimiś aspiracjami, planami na życie. 
Nie mówię, że ich w ogóle nie ma, ale tak wiele osób poddaje się gdy pojawia się pierwszy problem, że zastanawiam się, jak oni chcą nauczyć się życia, radzenia sobie z problemami, skoro nie mają zamiaru skłonić się do jakiegokolwiek wysiłku, wszystko chcą mieć podane na tacy, a życie przecież nie jest taśmą produkcyjną, z której wybierasz to na co masz ochotę i w błogostanie żyjesz dalej. Wszechobecne lenistwo zabija resztki ambicji. 
Pewnie, że najłatwiej jest powiedzieć, że nie ma się na coś czasu lub że to jest za trudne, ale to zazwyczaj nie jest prawdą. Nie narzekaj później, że ktoś ma lepsze osiągnięcia od Ciebie, że ktoś ma ładniejszą figurę. Trzeba było nie narzekać i zrobić to samo. Do ćwiczeń nie potrzeba super sprzętu czy drogiego karnetu na siłownię. Wystarczy odrobina chęci i wszystko można wykonać w domu. 
Kolejny problem. Gdzie podziała się chęć dziewczyn do zaimponowania facetom swoją naturalną urodą i mądrością. (Więcej TUTAJ.) Chwaląc się wszystkim dookoła tym ile jesteś w stanie wypić, na ilu imprezach byłaś w ostatnim czasie, czy ilu już miałaś chłopaków nie czyni Cię wyjątkową, tym nie zaimponujesz chłopakom. Możesz jedynie wzbudzić bezpodstawną zazdrość swoich koleżanek. Bez znaczenia czy jest to jeszcze mentalny dzieciak czy dojrzały mężczyzna, może ten pierwszy później to zrozumie, ale nie robi to na nich takiego wrażenia, jak pokazanie, że szanujesz siebie, trzymasz się swoich priorytetów i zasad. "Musisz sprawić, że facet będzie Cię pragnął, a nie pożądał" Taka delikatna, aczkolwiek bardzo znacząca różnica, jeśli chcesz znaleźć przyjaciela lub przyszłego męża zamiast "znajomego" na jedną imprezę, może dwie. 
Wszyscy dobrze wiemy, że przedstawiciele rasy męskiej dojrzewają później niż płeć piękna. Nie chcę tym nikomu ubliżać, taka jest prawda. Te co najmniej trzy lata dojrzewania psychicznego mają często wielkie znaczenie i porównując chłopaków mających lat 19 i 22 zauważymy duże zmiany, gdzie w tym samym "badaniu" u dziewczyn nie będą one tak bardzo widoczne. Odwieczne konflikty o różnice wynikające z płci i wieku nie mają sensu. Tego się nie zmieni. Genetycznie uwarunkowane jest to, że kobiety reagują na wszystko emocjonalnie, wykazują prędzej czy później instynkt macierzyński, mają skłonności do zmian nastrojów (pod tym względem hormony rządzą naszym życiem i koniec kropka). Natomiast mężczyźni przejawiając większe powinowactwo do naszych przodków (człowiek przecież biologicznie jest zwierzęciem) kierują się instynktami i są mniej wytrzymali na ból. Tak już po prostu jest. Także Panowie nie narzekajcie na humorki dziewczyn, postarajcie się je zrozumieć. 
Potrzeba nam wszystkim trochę wzajemnego zrozumienia, żeby to wszystko funkcjonowało poprawnie. 

Podsumowując. 
Nie dajmy się zwariować. 
Nie zapominajmy po co żyjemy na tym świecie. 
Nie zapominajmy kim jesteśmy i gdzie leżą granice zdrowego rozsądku w naszym zachowaniu. 

9 października 2013

Człowieku, nie narzekaj !

Nic, nic nic a teraz posty lecą jeden za drugim. 
No cóż taka wena.

W sumie dawno, pisząc, na nic nie narzekałam.
No i dobrze, bo to takie moje postanowienie, nie że będę się uczyła czy coś tam, tylko właśnie ograniczenie narzekania do minimum.
O tym chciałam dzisiaj napisać.

Po co w ogóle istnieje narzekanie i kto najczęściej narzeka ?
Nie wiem, kto to wymyślił, zdecydowanie nie było to najlepsze odkrycie w dziejach ludzkości. Jak dla mnie narzekanie jest jedynie marnowaniem czasu. Idealne dla ludzi, którzy nie mają nic ambitniejszego do zrobienia. 
Po co zająć się czymś konstruktywnym, jak można usiąść, poużalać się nad swoim "tragicznym" życiem, zdenerwować ludzi dookoła siebie. No po co ? 
A właśnie po to, żeby mieć z czego czerpać szczęście, mieć powody do radości każdego dnia. 
Nie narzekaj, tylko działaj, zrób coś ze sobą i swoim życiem doceniaj to co masz, póki możesz i ile tylko możesz. 
Porównania "naszego świata" (w końcu Świat jest jeden) do chociażby realiów panujących w biednych afrykańskich państewkach, wydaje mi się nie na miejscu. Nie ten temat, czas i pora. Powodów do uświadomienia sobie jakie szczęście mamy żyjąc tutaj (każdy ma na Świecie swoje "tutaj") jest cała masa. Tyle tylko, że nie potrafimy, albo nawet nie chcemy ich dostrzec. 
Po co mieć wielką grupę "znajomych" na facebooku, skoro można mieć kilku, może jednego, zaufanego przyjaciela.
Po co mieć modne hobby, które znudzi się szybciej niż się pojawiło, jeśli można mieć indywidualne, niepowtarzalne zainteresowania, za które ludzie będą Cię podziwiać. 

Po co podążać za tłumem, skoro można być po prostu sobą.
Nieprawdą jest, że życie Ciebie nie docenia.
Nieprawdą jest, że inni ludzie się na Tobie mszczą.

Nieprawdą jest, że nie liczy się to jak się starasz.
Nieprawdą jest, to że Twoja dobroć pozostaje niezauważona.
Przyjdzie czas i miejsce, w którym wszystko zostanie docenione. Z doświadczenia wiem, że dobre uczynki wracają, często w podwojoną siłą.
Takie gadanie tylko? 
Wcale nie.
Sama prawda.
Wszystko na początku irytuje. Starasz się, wykazujesz maksimum zaangażowana, a wszystko ginie bez echa. Każdy, w takiej sytuacji, by się zdenerwował, nic nowego. 
Trzeba okazać trochę cierpliwości i samozaparcia.
To już kolejny cel do postawienia sobie w życiu. 
I na tym to wszystko polega. Żeby nie wymagać od siebie zbyt wiele. Żeby nie dawać sobie przyzwolenia na narzekanie nawet w najtrudniejszych sytuacjach, co jeszcze, żeby nie prowokować do tego siebie, ani innych.
Co może pomóc w zaprzestaniu narzekania? 
Stawianie drobnych celów, do których prowadzą drobne kroczki, takich, które jesteśmy w stanie szybko osiągnąć i większe jest prawdopodobieństwo sukcesu, niż porażki i kolejnego narzekania. Dopiero tymi mały kroczkami dochodzimy do jakiegoś tam konkretnego, dalekiego celu. 
"Będę, wykonywała takie i takie ćwiczenia tyle razy w tygodniu, do tego odpowiednia dieta"
"Poprawię oceny ze wszystkich przedmiotów, pozaliczam wszystkie zaległe sprawdziany"
Akurat. Już to widzę, prędzej bym zjadła kolejną porcję tostów i obejrzała kolejny serial.
Masz tyle motywacji żeby to wszystko na raz wykonać ? 
Serdecznie zazdroszczę, serio. Osobiście wolę sobie obiecać, że na początek po prostu zacznę ćwiczyć, nie ważne jak i ile. Liczą się chęci, wbicie się w rytm, a później można pomyśleć o dokładnie rozplanowanym treningu. To samo dotyczy nauki. Nie wszystko na raz. Po kolei jeden przedmiot za drugim, bo inaczej w nieodpowiednim czasie zorientujesz się, że chyba nie dasz rady i nie poprawisz nic, a ucząc się po kolei jesteś w stanie nadrobić materiał z połowy zaliczeń, a może nawet ze wszystkiego.
Nie narzekaj, tylko działaj, nie dla opinii, nie dla innych ludzi, w pierwszej kolejności dla samego siebie. Łatwiej zadowolić siebie, znając swoje dotychczasowe osiągnięcia i możliwości, niż osoby, które nie mają pojęcia o Twoim życiu.
Jak to wygląda u mnie ? 
Całkiem dobrze ;) 
Staram się nie narzekać, a przynajmniej ograniczyć to do minimum.
Ćwiczę od wakacji, nie powiedziałabym, że systematycznie, ale jak najczęściej, a efekty niedługo będą widoczne. W moim przypadku zmęczenie fizyczne = odprężenie psychiczne + poprawa humoru, więc są same plusy. 
Zabrałam się za książki (nie podręczniki ^^), co jest moim małym sukcesem, a nie licząc lektur dawno nic nie czytałam.
Do tego zdecydowana dawka pozytywnego nastawienia, myślenia i dzieje się dobrze ;)











Taka sobie ja z mą poduszko-owcą ^^ 






6 października 2013

Life is not just black and white

Życie nie jest klarowne, nie jest czarno-białe.
Życie nie jest ani czarne ani białe.
Życie nie jest nawet szare.
Życie jest życiem, nie ma w nim przesytu, ani monotonii.
Na wszystko w Życiu jest czas i miejsce, zarówno na chwile radości jak i smutku, na kłótnie, na godzenie się, na wybaczanie, na dorastanie i na pozostawanie dzieckiem.
Byleby to wszystko odbywało się w granicach (jakiejś tam odgórnie narzuconej) normy, w granicach rozsądku, bez popadania w rozpacz, bez nadmiernego szaleństwa, tak zwyczajnie.
Lecz do czego zmierzam. Zaczynając pisałam o tym, jakie jest, a raczej jakie nie jest, Życie. Pewne jest to, że Życie zaskakuje nas na każdym kroku. 
Chociaż próbujemy zaplanować sobie pewne rzeczy, nie zawsze wszystko układa się po naszej myśli. Chcemy, aby coś trwało wiecznie, ale już po chwili zaczyna się sypać, z drugiej strony chcemy coś zakończyć, a tu "niespodzianka" ciągnie się za nami latami,  chcemy coś osiągnąć czy naprawić, więc wszyscy dookoła stawiają nam kłody pod nogami, co by nie było nam za łatwo. 
Wielokrotnie znajdujemy się w sytuacjach, których nie jesteśmy w stanie dokładnie wyjaśnić. Nie umiemy powiedzieć dlaczego zachowaliśmy się tak a nie inaczej, dlaczego coś przykuło naszą uwagę w danej chwili, dlaczego w takiej samej sytuacji jednej osobie wybaczymy a drugiej nie, jednej osobie pomożemy, a drugą zostawimy samą, na jedną się zezłościmy, a z drugą będziemy się śmiać, dlaczego akurat dana osoba jest dla nas ważniejsza od innej, dlaczego pewne sytuacje zostają w naszej pamięci, a inne umykają w mgnieniu oka. 
Po prostu tak się dzieje. Można by się nad tym zastanawiać, rozmyślać, prowadzić dyskusje. 
Tylko po co, czy to miałoby jakikolwiek sens. Jak już pisałam jakiś czas temu w Życiu nic nie dzieje się przez przypadek. 
Takie sytuacje zdarzają się każdemu z nas, niejednokrotnie, często w najmniej oczekiwanych momentach, właśnie wtedy kiedy nie chcielibyśmy aby tak się działo. 
Już niejedną decyzję podjęłam nie potrafiąc później wyjaśnić, co mnie do niej skłoniło, czy był to instynkt, przeczucie, wiara. 
Powiesz, że ktoś zachował się źle, a może nie była to jego osobista decyzja, może miał dobre zamiary, a skończyło się źle, nie jest usprawiedliwiony, ale nie może też być obwiniany za wszystko. Ktoś inny pozornie zachował się dobrze, może wyłącznie dlatego, żeby wzbudzić w kimś pozytywne odczucia wobec własnej osoby, może był to jedynie wstęp do jego dalszych działań, w dzisiejszych czasach mało kto potrafi zachowywać się dobrze, a jednocześnie bezinteresownie, w większości przypadków kryje się jakiś podtekst. 
Życie jest pełne zagadek, niewyjaśnionych i niezrozumiałych sytuacji. Taka jest jego specyfika. Tak samo zachowania ludzkie są na tyle niejednoznaczne, że nigdy nie możemy w stu procentach czegoś uzasadnić, bo z pewnością znajdą się jakieś nieścisłości czy powątpiewania. 

Więc nie pytaj jak, dlaczego, po co. Postaraj się zrozumieć i przyjąć to do wiadomości.






Takie szalone my <3

2 października 2013

Tolerancja

Tolerancja, jest to dość ogólne pojęcie i ja tak samo ogólnie podejdę do tego tematu. 
Obawiam się, że rozpisywanie się nad konkretnymi rodzajami tolerancji jak na przykład w odniesieniu do homoseksualizmu, wyznania czy poglądów politycznych mogłoby skończyć się w moim przypadku dość, a nawet bardzo, chaotyczną mieszaniną niepoprawnie dobranych zwrotów i sformułowań, więc nawet się tego nie podejmuję. 
Sama o sobie mogę stwierdzić, że jestem osobą w większości przypadków tolerancyjną, w końcu trzy lata mieszkania w bursie były nie małą szkołą życia, z resztą nie tylko dla mnie, ale to tylko moja opinia, sama mogę wiele napisać i to raczej opinia moich znajomych byłaby w tym miejscu trafniejsza (nie zamierzam też teraz przeprowadzać jakiś sondaży czy coś tam) no dobra poprzestanę na tym. 

Co to znaczy być tolerancyjnym ? 
Jak z większością pytań typu “Co oznacza, że…” “Co rozumiesz pod pojęciem …” odpowiedzi może pojawić się tyle ile osób będzie odpowiadało na te pytania, a może i nawet więcej. 
Ogólnie rzecz biorąc tolerować, czyli szanować można drugą osobę, jej poglądy czy zachowanie. To na ile będziemy tolerancyjni jest w dużym stopniu zależne od tego jak silny mamy charakter, podejście do danego tematu i oczywiście od tego jak “tolerancyjnie” będzie zachowywała się dana osoba. Wyszło mi z tego masło maślane ale chyba wiadomo o co chodzi.
Według mnie każdy powinien być choć odrobinę tolerancyjny, a przynajmniej starać się takim być. Nie lubisz osoby słuchającej metalu, to zwyczajnie ją toleruj, równie dobrze ona może za tobą nie przepadać przez to, że słuchasz rocka. Nie przepadasz za czymś co jest dla drugiej osoby pasją, postaraj się to tolerować, przecież nie musisz od razu przestawać lubić tej osoby przez pryzmat tego jak zachowuje się w wybranych sytuacjach, przynajmniej tak powinno być, ale oczywiście rożnie to wygląda w przełożeniu na zachowanie w prawdziwym życiu. 
Generalnie jeśli kogoś jedynie tolerujesz, bez zbytnich czułości, ten ktoś po prostu sobie istnieje gdzieś w bliższym lub dalszym otoczeniu i staracie się nie przeszkadzać sobie za bardzo. Wszystko na zasadzie: jesteś sobie to bądź dalej, nie krytykuj mnie za moje zachowanie, tak jak i ja nie krytykuję ciebie za twoje, nie wchodźmy sobie na drogę i wszystko będzie dobrze. 
Żeby to było takie łatwe, ale takie nie jest i wszyscy musimy się jeszcze wiele nauczyć żeby kiedyś nie skrzywdzić kogoś swoim zbyt radykalnym podejściem.

Wielokrotnie zastanawiałam się nad tym, czy jeśli powiem o kimś “toleruję ją/jego”, w odniesieniu do całości jako osoby, nie konkretnego zachowania, nie będzie to w pewnym sensie poniżające. Jest to tylko moja opinia i pewnie wzięło się to stąd, że często zamiast powiedzieć, że kogoś nie lubię bądź drażni mnie jej/jego zachowanie, mówię, że po prostu to/ją/jego toleruję. Oznacza to, że w moim systemie opisywania znajomości (jeśli coś takiego w ogóle kiedykolwiek istniało) określenie “toleruję cię” znajduje się niżej niż “nie lubię cię” czy “nie przepadam za tobą” nie wspominając już o wyższych i pozytywnych określeniach. 
W tym momencie kółko się zamyka, bo znowu wracam do tego, że uczymy się całe życie, poznając nowych ludzi, trafiając w nieznane dotąd miejsca, jak również całe życie kształtujemy swój światopogląd, więc uznam to za koniec tematu. 
Zapewne kiedyś tam odpowiem sobie na to pytanie tak jak na wiele innych i będę zadowolona z tego, że już wiem co kiedyś tam miałam na myśli. 

15 września 2013

Autumn

Czyżby już jesień ?
Szaro, mokro i ZIMNO...

Tak chyba wielkimi krokami zbliża się jesień. 
Niestety.
Jeszcze tydzień temu można było zrobić grilla i opalać się nad Odrą, a teraz taka ponura pogoda. 
Każdy promyk słońca, jeśli w końcu się pojawi, wywołuje u mnie uśmiech na twarzy. 

Dawno już nic nie pisałam, jakoś nie mogę pozbierać w całość tego co mam w głowie, a aktualnie kręci się po niej wiele rzeczy. Za dużo wszystkiego, żeby tak sprytnie to ogarnąć i opisać. 


Kolejny etap w moim życiu rozpoczęty. Przeprowadzka (chyba) zakończona. Nauka rozpoczęta. Tak, już oficjalnie jestem studentką pierwszego roku techniki farmaceutycznej. (Ślusi szalony chemik będzie działać! syropki, napary, maści... ^^)
Co najważniejsze i co najbardziej mnie cieszy to fakt, że na kolejnych zajęciach uświadamiam sobie, że podoba mi się to co robię, no dokładniej to co będę robiła. Teraz już mogę uznać że podjęłam dobrą decyzję wybierając ten kierunek, a muszę przyznać, że jeszcze miesiąc temu nie byłam tego taka pewna. 
Ostatnio ktoś powiedział mi (nie wiem czy chcąc mnie zmotywować) coś z czym totalnie się nie zgadzam, mianowicie, że marnuję swoją przyszłość nie chcąc poprawiać matury i kolejny raz za rok spróbować dostać się na Uniwersytet Medyczny. Tylko po co mam kolejny raz poświęcać masę czasu na bardzo ciężką naukę, stresować się podczas pisania matury nie mając stuprocentowej pewności, że to wszystko przyniesie oczekiwane efekty, jeśli będąc w szkole, w której jestem otrzymam praktycznie takie samo wykształcenie. No cóż każdy ma swoje zdanie na ten temat, nie będę się kłócić.

"Czujesz, że to jest to: rób to, inaczej ludzie bez pasji i wyjałowieni nie zmienią szarej rzeczywistości"


Szczere słowa pewnej bardzo mądrej i kochanej osóbki ;)

Jaka jest rzeczywistość ? Teoretycznie szara, lecz jestem przekonana, że każdy nosi w sobie płomyk nadziei, które to po połączeniu mogą sprawić, że życie stanie się kolorowe i fascynujące. 
Jedno czego nauczyłam się w ostatnim czasie to to, że nigdy nie wolno się poddawać, choćby nie wiem jak trudna to była sytuacja, rozstanie, problemy w szkole, pracy, sypiące się plany na przyszłość, nie można się zniechęcić. Zawsze jest jakiś sposób aby to zmienić, zawsze znajdzie się ktoś kto pomoże Ci wydostać się z tej sytuacji. Jedyne co musisz zrobić, to uwierzyć. Uwierzyć w to, że masz siłę i dasz radę. 
Poczucie satysfakcji jest zdecydowanie piękniejsze i przyjemniejsze niż rozpaczanie nad tym jak źle jest mi teraz w życiu, jak bardzo skrzywdził mnie los. 
Całe szczęście ja ominęłam ten etap i od razu zaczęłam szukać nowego rozwiązania, które okazało się trafione.


A ja przełamując swoją niechęć do igieł i wszelkich zabiegów wykonywanych z ich udziałem, dzielnie oddałam krew, 450 ml poszło w świat. Nie było to nic strasznego jak sobie zawsze wyobrażałam, a satysfakcja po zabiegu gwarantowana, pewnie wynikająca ze świadomości, że zrobiłam coś bardzo pożytecznego i pomocnego innym ludziom.  

26 sierpnia 2013

Nic nie dzieje się przez przypadek!

Przypadek.
Istnieje takie coś w gramatyce, ale nie w życiu, przynajmniej nie dla mnie.
Bardzo często używamy sformułowania "to stało się przez przypadek" "zrobiłam coś przez przypadek" "powiedziałam to przez przypadek".
A właśnie, że nie. Można coś powiedzieć, zrobić przez nieuwagę, z nadmiernego roztargnienia. Nie przez przypadek.
Żyjemy w wolnym kraju, w wolnym Świecie, każdy wierzy w co chce, ja wierzę w to, że nie ma przypadków.

Nie robimy nic przez przypadek. Nie mówimy nic przez przypadek. Nie poznajemy nowych ludzi przez przypadek. 
Wszystko ma swój powód i cel. 

Rodzimy się i naszym celem jest życie, rozwijanie się, poznawanie Świata.
Idziemy do szkoły i naszym celem jest edukacja.
Pracujemy i naszym celem jest zdobycie funduszy na życie.
Zakładamy rodzinę i naszym celem jest posiadanie dzieci utrzymanie tej rodziny i zapewnienie jej bezpieczeństwa.
Zawsze mamy jakieś cele, do których dążymy.
Nie działamy bez powodu i nie przez przypadek.

Na początku trudno jest nam zrozumieć dlaczego, życie prowadzi nas w tym a nie w innym kierunku. Wszystko jest ok, jeśli dzieją się pozytywne rzeczy, akceptujemy je i żyjemy dalej. Problem zaczyna się gdy coś dzieję się nie po naszej myśli, kiedy wszystkie dotychczasowe plany się sypią i kiedy na bieżąco musimy wymyślić coś zastępczego, niekoniecznie gorszego, ale po prostu nowego. Jest ciężko, na pewno, ale do wszystkiego można się przyzwyczaić, nawet do tych zaskakujących nowych planów. Chwila dezorientacji, akceptacja i życie toczy się dalej. 

Sama doświadczyłam obu z wymienionych sytuacji. Mieszkanie przez ostatnie trzy lata w bursie? Super, wiele się nauczyłam i poznałam dużo nowych osób, kilka z nich odegrało bardzo ważną rolę w moim życiu i zatrzymają w nim miejsce na zawsze. A w ostatnim czasie? Bywało różnie, musiałam podjąć kilka "nowych" decyzji. Nie jest miło dowiedzieć się, że jednak nie dostało się na żadną z wybranych uczelni. Mętlik w głowie i wiele mieszanych uczuć, a do tego napływające z każdej strony "dobre rady" co najlepiej zrobić w takiej sytuacji. Ostatecznie wszystko udało się załatwić, wybrałam inne miasto, znalazłam inną szkołę, razem z koleżankami znalazłyśmy mieszkanie. 
Teraz jest super, wszystko się układa. Najważniejsze jest uczucie, że tak jest dobrze, że tak właśnie miało być, bo karma/los/Bóg, jak kto woli, tak zaplanował.  Nic nie wydarzyło się przez przypadek. Upłynęło kilka tygodni od czasu kiedy dowiedziałam się, że muszę zmienić plany dotyczące studiów i teraz, po przemyśleniu, biorąc pod uwagę to co wydarzyło się w tym czasie, cieszę się, że tak się stało. 
Jednak bliżej rodziny, przyjaciół, ważnych osób. 

Podczas tułaczki po ziemskim padole przez nasze życie przewija się wiele osób. Od razu nasuwają się pytania Dlaczego tylko się przewijają ? Dlaczego tak szybko odchodzą ? Nie każdy może zostać w naszym życiu na zawsze, niestety tak już jest. Jednych zapamiętamy bardziej innych mniej. Jednak każda taka osoba, ma dla nas znaczenie, nie pojawia się przez przypadek, pomoże w odnalezieniu drogi, rozwiąże jakiś problem, nauczy czegoś nowego, rozweseli, spędzi wspólnie czas. Kolejną niełatwą rzeczą jest zakończenie znajomości, pożegnanie kogoś, kto wydawał się ważny. Pewnie dlatego, że właśnie taki był. Każdy jest ważny. Nawet jeśli znajomość trwała kilka miesięcy, kilka dni czy nawet godzin. Jej celem było nauczenie nas czegoś, chociażby tolerowania ludzi z ciężkim charakterem czy otwarcia się na coś nowego. Każdy ma swoją rolę do odegrania, nie można żałować żadnej znajomości, bo niektóre osoby są dla nas "drzwiami" do innych osób, które prawdopodobnie będą ważniejsze. Nigdy nie wiadomo, kto pojawi się na horyzoncie, w chwili gdy zwątpimy w dotychczas poznane osoby...

Przypadków nie ma !

14 sierpnia 2013

This is the end ... and the beginning

No i stało się.
Te piękne, cudowne, długie, prawdopodobnie ostatnie takie, jedyne w swoim rodzaju wakacje dobiegają końca. Pozdrawiam tych, którzy studia rozpoczynają w październiku, fajnie macie ;)
Prawie 3,5 miesiąca minęło jak jeden dzień.
Jeszcze całkiem się nie skończyły, ale zostało mi trochę ponad dwa tygodnie, a jeszcze zaplanowany jest wyjazd w Tatry i na koniec przeprowadzka do Wrocławia. 

Coś tam coś tam bla bla bla było fajnie :D 

Po pierwsze rozpoczynając "maturalne" wakacje rozpoczęłam prowadzenie bloga, mniej lub bardziej systematycznie starałam się naskrobać tu co nieco, czasami informacyjnie, a czasami w celu uwolnienia emocji, ten drugi powód pojawiał się zdecydowani częściej ;) 
W każdym razie, tematy się jeszcze nie skończyły, inspiracje pojawiają się na bieżąco, za sprawą tego, co się dzieje dookoła mnie, także na razie nie mam w planach zaprzestać pisania. 

Trochę statystyk: 
*od 22 maja, kiedy pojawił się pierwszy post, a było ich 14, blog został wyświetlony 922 razy
*najdłuższy post pojawił się na samym początku: The charm of a small town
*najwięcej osób przeczytało tekst o pasji i motocyklistach: Mieć pasję to jest to... Przyznaję, że miałam małą reklamę ;)

A co u mnie ? Powoli, małymi kroczkami maszeruję do przodu
*stałam się pełnoprawnym kierowcą, cały czas wyrabiam kolejne kilometry i jeszcze nikogo nie rozjechałam 
*zdałam maturę
*trochę pozmieniałam plany dotyczące studiów 
*po zakończeniu szkoły musiałam pożegnać się ze znajomymi, kontakt utrzymujemy, mimo tego, że niektórzy wyruszyli do innych krajów a nawet zmienili kontynent ;)
*ale, ale poznałam też nowych ludzi, zaskakujące jaki ten świat jest mały, a zarazem wielki, mieszkam tu od urodzenia a niektórych na prawdę interesujących i fajnych ludzi poznaję dopiero teraz jak zjechałam na wakacje do domu
*przemaszerowałam na własnych nogach ponad 400 km na Pielgrzymce na Jasną Górę kierując ruchem, robiąc za muzyczną i masażystkę, taka wielofunkcyjna Ślusi jestem, z pewnością był to cudownie spędzony czas
*nie obyło się bez drobnych zawirowań miłosnych, ale życie toczy się dalej i teraz tak serio serio jest dobrze
*zaczęłam systematycznie ćwiczyć, jeżdżę na rolkach i rowerze, ostatnio na Pielgrzymce trochę rozciągnęłam żołądek, ale wszystko jest do nadrobienia na spokojnie ;) 



Także ten... no... dobrze jest ;))
Fascynujące jest to, że każdy koniec jest początkiem czegoś nowego, więc czekam na to co przyniesie życie.

I live and I'm happy !

28 lipca 2013

Szacunek wobec siebie. Czy to tak wiele?

Nie odpuszczę tego tematu.
Za długo siedział mi w głowie, żeby nie wspomnieć o tym ani słowa.
I znowu budzi się we mnie totalny hejter tego co mnie otacza. Jaka szkoda, że znowu nadarzyła się na to okazja -_- Sama się o to nie prosiłam. 

Jak zawsze piszę w nocy i jak zawsze muszę mieć własne zdanie na każdy temat, zapewne sprzeczne z większością społeczeństwa. I tak oto ja, jako dziewczyna, staję teraz, nie do końca w obronie, ale po stronie facetów, ot tak, bo mam taką fanaberię. 

Tak, tak, większość, nie wszystkie, ale zdecydowana większość dziewczyn, zapytanych o to, od razu odpowiedziałyby, że wszystkiemu winni są faceci, że oni to największe zło tego Świata. Tyle tylko, że z drugiej strony wielbią ich i biegają za nimi przy każdej nadarzającej się okazji.
Ale o co w ogóle chodzi ? 
O Szacunek. O odrobinę Szacunku, jaki każda dziewczynka, nastolatka, kobieta powinna okazywać własnej osobie, nikomu innemu jak właśnie sobie.
Jakiegoś wielkiego wysiłku intelektualnego to nie wymaga, fizycznego już w ogóle, a jednak tak mało osób, potrafi to zrobić. 
Dlaczego?
Nie mam zielonego pojęcia, ani czerwonego ani też żadnego innego, tęcza by się skończyła, a ja dalej nie wiem o co chodzi. Staram się, ale chociaż bardzo bym chciała to nie potrafię tego zrozumieć. 
Tak więc, nie bronię facetów za to jacy są, jak się zachowują, ani nie twierdzę, że wszyscy są tacy sami, bo nie można generalizować społeczeństwa, nie jest przecież tak, że wszyscy są dobrzy, albo wszyscy źli. Może po prostu trochę bardziej od dziewczyn przypominają naszych przodków i żyją zgodnie z instynktami, testosteron też robi swoje. Może potrzebują podbudować swoje ego, popisać się przed znajomymi, pokazać jacy oni są męscy. 
Są jacy są, taka już ich natura. 
W każdym razie zachowują się tak jak im na to pozwalamy. Jeśli dziewczyna nie ma do siebie szacunku, to chłopak na głowie nie będzie stawał, żeby to naprawić, bo to już nie jego interes. Dziewczyny nie są bez winy, same prowokują większość zachowań płci przeciwnej. 
Co innego, jeśli rzeczywiście dziewczyna zachowuje się kulturalnie z klasą a facet coś wywinie, ok, wtedy rozumiem złość okazywaną pod każdą postacią, jest tego sensowny powód. 
No ale kurcze proste i logiczne jest to, że jeśli damy komuś przyzwolenie na takie a nie inne zachowanie to od razu to wykorzysta. Jeśli będziesz zachowywała się jak pusta lalunia to facet pobawi się z tobą, a później za plecami będzie się z ciebie śmiał. Jeśli pozwolisz facetowi na takie traktowanie to będzie się w taki właśnie sposób zachowywał, bo niby dlaczego nie, skoro dostał na to pozwolenie. 
Dlatego nie widzę sensu w obrażaniu się i oburzaniu, że faceci to takie złe, perfidne i wyzyskujące istoty. Przecież potrafią być normalni, kulturalni, potrafią docenić piękno i charakter dziewczyny, ale tylko jeśli jest taka potrzeba, jeśli dziewczyna ma do siebie szacunek i na to zasługuje. 

Nie ulżyło mi, nie zrozumiałam tego i nie zrozumiem.
Szkoda, że przez takie dziewczyny, faceci traktują całą resztę jednakowo, dopiero przy bliższym poznaniu ogarniają kto jest kim.

25 lipca 2013

Studies & flat

Padam, padam, padam...

Mega męczący dzień, ale też bardzo pozytywny.
Co do moich studiów to jednak trochę się pozmieniało
Miał być Wrocław, później pojawiła się Warszawa, a skończy się na Wrocławiu, ale w szkole innej niż była w początkowych planach, także żyjemy dalej z małymi poprawkami. 
Dokumenty już złożone, grzecznie leżą w sekretariacie ;)

Dzisiejszy wyjazd do Wrocławia, jak wszystko inne przekładany był kilkakrotnie, ostatecznie zakończony powodzeniem. 
Pomijając pobudkę o 5 rano (wg mnie rzecz nierealna do wykonania w czasie wakacji, ale, ale jednak jakoś się udało) i około 9 godzin spędzonych w trasie, jestem zadowolona z tego dnia.
I oczywiście muszę się pochwalić, że dzisiaj po raz pierwszy wyprzedzałam na drodze inne auto, dokładnie tira, nawet mi się to udało ^^
Poza załatwieniem spraw związanych ze szkołą odebrałam klucze od mieszkania, generalnie to fajnie, super fajnie, cudownie ! 

Zliczając jeden, drugi, trzeci a może czwarty piękny park, niedaleki rynek, Ogród Botaniczny, Galerię Dominikańską i dogodny dojazd do szkoły stwierdzam, że lokalizacja jest idealna (Tak Mozi jesteś genialna, że takie mieszkanie znalazłaś :D ) 
Już mi się tam bardzo podoba a przeprowadzka, za około miesiąc.

Dobrze, że wszystko jakoś powoli się układa, a dobry humor dopisuje cały czas. To chyba kwestia przekonania swojego mózgu, że nie ma innej opcji jak taka, że wszystko będzie OK ;)


Ja i moje wielkie czoło -_-

Translate