No to rozpoczął się kolejny miesiąc.
Szybko wszystko mija, to już trzeci miesiąc studiowania i mieszkania we Wrocławiu, szósty miesiąc pisania bloga.
No troszkę czasu upłynęło, wiele się wydarzyło, wiele osób przewinęło się przez moje życie, pojawiły się nowe osoby, jedni zagnieździli się w nim na dłużej, niektórzy do niego powrócili inni niestety, albo i nie, odeszli.
Ostatnio opornie mi to wychodzi, ale wciąż staram się wcisnąć ćwiczenia gdzieś między naukę, a chwile totalnego lenistwa. Pogoda ? Może, ale bez względu na to trzeba się wziąć za siebie.
No ale nie o tym dzisiaj.
Właściwie trudno jest mi określić to o czym chcę napisać.
Lekki miszmasz.
Będzie coś o dojrzewaniu, ale nie tak jak w poprzednim poście.
Tym razem powinno obejść się bez narzekania i marudzenia.
Studia, studiami, wyprowadzenie z domu tylko częściowe, nie ma tu jeszcze miejsca na całkowite usamodzielnienie, nie jest to jeszcze dorosłość. Z drugiej strony, nie jest to również dzieciństwo, dobra przesadziłam teraz z tym dzieciństwem. W każdym razie jest to coś pośredniego. Taki czas pomiędzy.
A w związku z tym, że jest to czas pomiędzy, to jest to czas przemyśleń.
Więc przechodząc do tematu.
Zastanawia mnie to kiedy zdajemy sobie sprawę, że to już jest ten moment, w którym chcemy stworzyć z kimś stały, stabilny związek, już nie taki chwilowy, nie na próbę, nie dla dobrej zabawy. Czy w ogóle każdy tak ma ? Domyślam się, że nie. Zapewne większość chce się "dobrze bawić", no cóż, jest to pojęcie względne, nie chcę tego rozwijać, ale myślę, że można dobrze się bawić będąc równocześnie w związku, kwestia wzajemnego zrozumienia, zaufania i ustalenia co dla kogo znaczy taka "dobra zabawa".
Wszyscy mamy swoje priorytety, ideały, którymi kierujemy się przy wyborze partnera/partnerki. Jedni uznają zasadę, że przeciwieństwa się przyciągają, no fakt coś w tym jest, inni wolą znaleźć osobę podobną do siebie. Nie każdy może być z każdym. Chodzi o to, by jednak jakoś się do siebie dopasować. Jest to wykonalne.
Naiwność ? Nie sądzę, w końcu mam obok siebie żywe, nie książkowe czy filmowe, przykłady na to, że się da.
Na każdego przychodzi czas tylko czasami męczy już samo czekanie.
Bo odczuwasz potrzebę posiadania obok kogoś zaufanego, kogoś więcej niż przyjaciela/przyjaciółki i wiesz, że już jesteś gotowy, a dookoła jakoś brak osoby, która mogłaby powiedzieć to samo.
Obserwując to co dzieje się w moim życiu czy moich przyjaciół odnoszę wrażenie, że boimy się zaangażowania. Obawiając się, że się nie uda, rezygnujemy z czegoś co jeszcze się nie zaczęło, poddajemy się przy pierwszym problemie, co gorsze sami, za często myśląc o wszystkim, stwarzamy wyimaginowane problemy, psując w ten sposób to co było, może nie idealne ale wystarczająco dobre. Nie twierdzę też, że trzeba od razu ładować się w związek z każdą nowo poznaną osobą. Widząc atrakcyjną, wykształconą i mądrą życiowo osobę, zamiast cieszyć się, że dane nam było poznać kogoś takiego, zastanawiamy się gdzie jest jakiś haczyk, co może być złego w danej osobie, nie dopuszczając do siebie myśli, że nie ma żadnego haczyka, automatycznie rezygnujemy z tej znajomości.
Strasznie stereotypowe myślenie.
Bo ładna dziewczyna = łatwa, głupia.
Bo mądra dziewczyna = brzydka.
Bo ładny/zadbany facet = gej.
Bo mądry facet = brzydki, kujon.
Wcale tak nie jest.
Owszem są takie przypadki, ale nie są wzorcowe, nie stanowią całości społeczeństwa.
Wiadomo, że łatwiej jest coś powiedzieć, niż wykonać, ale trzeba żyć, a nie tylko bezczynnie egzystować.
♥♥♥

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz