25 stycznia 2014

Pudełko czekoladek

"Mama always said life was like a box of chocolates. 
You never know what you're gonna get."

Ten cytat z filmu Forrest Gump zna praktycznie każdy.
Nawet jeśli nie z samego filmu to z wszechwiedzącego internetu, sama niejednokrotnie się na niego tam natknęłam. 

Tak. Życie potrafi zaskakiwać. Ale Ameryki w tym momencie nie odkryłam. Każdy to wie. Każdy się o tym niejednokrotnie przekonał w mniej lub bardziej sympatyczny sposób.

Intryguje mnie jednak to, jak wiele osób, cały czas usiłuje z tym walczyć. 
Buntując się przeciw każdemu niepowodzeniu.
No dobra, bywa trudno, bardzo bardzo trudno, a nawet jeszcze trudniej.
Lecz to nie jest stan permanentny. Chyba, że sami się do tego przyczynimy. 
Wymyślając, wyolbrzymiając sobie problemy, które najprawdopodobniej w ogóle nie istnieją.
Nie mówię, żeby od razu przestać przejmować się czymkolwiek, tak żeby wypłukały się z nas wszystkie emocje. No ale nie dajmy się zwariować. 

Co nowego by się nie wydarzyło, to zawsze jest źle. A dlaczego ? Bo jest inaczej.
W życiu potrzebne są nowości, potrzebne są zmiany. Nadmiar monotonii zabija. 
I w tym momencie jestem przekonana, że najbardziej potrzebne są nam wszelkie niepowodzenia. Bo co z tego, że coś nam się uda, jak nie umiemy tego docenić ?
W swoim otoczeniu mam masę ludzi która turla się ze skrajności w skrajność. Jest dobrze to popadają w euforię. Jest źle to mają depresję. A gdyby tak zachować cierpliwość i utrzymać się pośrodku ? Ha ! Nie chce się, bo trzeba w to włożyć trochę wysiłku. 

Każda źle podjęta decyzja, każda zmiana planów czegoś nas uczy. Nie ma łatwo. Nie ma, że dostajemy wszystko na pstryknięcie palcem. Chcesz coś osiągnąć ? To rusz się w końcu i zacznij zmieniać swoje życie. Nikt za Ciebie nic nie zrobi. 

Proponuję otworzyć kolejne pudełko czekoladek i przy odrobinie słodyczy odkryć coś nowego, inspirującego i nie buntować się, nie zamartwiać się wszystkim po kolei, bo z tego co wiem to płacz i krzyk na niewiele się zdadzą. 



Zacznijmy się cieszyć z tego co mamy i na prawdę doceniać najważniejsze rzeczy.



♥♥♥

No a tak poza tym, to chyba serio, serio, serio przyszła ZIMA ☺

6 stycznia 2014

Let's train !

Już od pewnego czasu myślałam nad tekstem o treningach. Dzisiaj mam na to natchnienie, a więc taki oto się teraz tu pojawił. 


Część osób pewnie wie, że od jakiegoś czasu, systematycznie trenuję.
Trudno jest mi jednoznacznie powiedzieć dlaczego. 
Zaczęłam ponad pół roku temu, na początku głównym powodem była potrzeba stłumienia dużej ilości, skrajnych emocji. Nie przykładałam się do tego jakościowo, lecz bardziej ilościowo, kilkadziesiąt km dziennie na rowerze bądź setki brzuszków robionych jak popadnie byleby rosła ilość tych już wykonanych. 

Później trochę wolnego i po napisaniu matur i powrocie do domu, systematyczniej zaczęłam jeździć na rowerze, rolkach,  ćwiczyć brzuch i znowu tylko i wyłącznie dla zabicia czasu i spędzenia go na świeżym powietrzu. Jak to zwykle bywa w moim przypadku indywidualnie. 

Fakt że efekty jakieś tam były, ale bez konkretnego planu, celu jakiegoś zorganizowania nie ma co liczyć na zbyt wiele. 
Dalej podczas wakacji ruchu nie zabrakło, bo to pielgrzymka, później wyjazd w góry. Ale w dalszym ciągu wszystko było bezcelowe.

Po przyjeździe do Wrocławia, wzięłam się trochę za siebie. 
Od brata dostałam filmiki z konkretnymi ćwiczeiami tzw. ABS workout. Oczywiście, żeby było śmieszniej trenowałam według męskiej wersji, bo damska była dla mnie zbyt nudna. 
Potem poszło już z górki.
Do brzucha doszły ćwiczenia na rozciąganie. Po niedługim czasie mogłam już swobodnie wykonywać drugi poziom tych ćwiczeń. 
W związku z tym, że na szkolnych zajęciach w-f nie robimy praktycznie nic, w każdym razie nic sensownego, miałam już jakąś motywację, do tego żeby samodzielnie wykonywać ćwiczenia. 

Czas mijał a ja ćwiczyłam coraz więcej, coraz częściej. Znowu zaczęłam się nudzić tym co robiłam do tej pory. Zaczęłam szukać czegoś nowego.
Tym sposobem trafiłam na kilka "fejsbukowych" stron o zdrowym trybie życia i stronę, na której są bardzo fajne 30-dniowe plany ćwiczeń, praktycznie na wszystko, co tylko sobie zażyczymy.   *30dayfitnesschallenges*
Mój pierwszy wybór:
*Przysiady, którym jednak nie podołałam, może kiedyś się uda ( 30 Day squat challenge)
*Brzuch, zakończone sukcesem, nawet szybciej niż w miesiąc, ponieważ w trakcie ćwiczeń, przesuwałam nieco dni wolne, albo całkiem je pomijałam



Mój brzuch jeszcze nie jest taki jak ten na obrazku z planem, ale narzekać nie mogę, bo postępy są widoczne. 
Przez święta oczywiście miałam przerwę połączoną z wielkim objadaniem się, wszystko w normie.
Od nowego roku, już mam w planach rozpoczęcie nowych wyzwań. Cały czas kształtowany będzie brzuch, teraz już nie osamotniony ;) dołączą do niego uda i pośladki.




Na pewno nudzić się nie będę. 
Mam już cel i bardziej przykładam się do ćwiczeń.
Poza tym ćwiczenia są idealną wymówką od nieuczenia bądź sposobem na odreagowanie, odpoczynek psychiczny. 
Za każdym razem widzę u siebie te same skutki, po ćwiczeniach mam w pewnym sensie więcej energii do działania, łatwiej jest mi się skupić na nauce.
Więc serdecznie polecam wszystkim, chociaż podjęcie próby, sprawdzenie samych siebie. 

Na koniec kilka motywacji





No to już kończę.
Dobranoc ! 

2 stycznia 2014

2014 witamy Cię !

'Un altro inizio'

Hello! Dawno nic nie pisałam. 
Nie wiem jak, gdzie, kiedy minął ten czas, ale mamy już 2014 rok.
Jakoś jeszcze to do mnie nie dotarło.
Zdecydowanie za szybko wszystko się dzieje, a pewne wydarzenia minionego roku wyryły tak głębokie ślady w pamięci, że mimo upływu czasu to wszystko wydaje się takie świeże. 

Jeśli kiedykolwiek chcemy znaleźć czas na rozpoczynanie czegoś na nowo, otwieranie nowych rozdziałów naszej księgi życia to właśnie teraz jest ten czas. 
Sądzę, że łatwiej jest się nam do czegokolwiek zmotywować jeśli dookoła dzieje się coś ważnego, równoznacznego z początkiem.
No więc cóż innego jak nie Nowy Rok ? Światowe święto, początek miesiąca, kwartału, roku wszystko się zgadza.


Świętowanie Sylwestra z "cudowną" chorobą i ledwo zwalczoną gorączką nie jest pozytywnym początkiem nowego roku. Trzeba mieć szczęście, żeby tak zakończyć rok. Z drugiej strony myślę, że przecież najlepiej jest rozpocząć coś nowego od totalnego zera, nie gdzieś w środku starając się na siłę wprowadzać poprawki, tylko właśnie od zera, od dna nas samych. Więc aż tak bardzo nie narzekam na mój stan zdrowia, aczkolwiek nie obraziłabym się gdyby chociaż odrobinę uległ on poprawie.

Tabula rasa
Było, minęło, wszystko zostało zamknięte w 2013 roku. Teraz startujemy z czystym kontem. I co robimy ? Wymyślamy postanowienie noworoczne, których tak bardzo nie lubię. Jak pięknie się to nazywa i jak pięknie się wszędzie o tym mówi. 
Jeszcze nigdy nie stworzyłam takiej listy i jakoś mnie do tego nie ciągnie.
Może w końcu powinnam to zrobić, bo przecież w moim wieku (tylko kalendarzowym, bo jeszcze dzieciak ze mnie jest) pojawiła się już z przodu dwójeczka, ale nie nie nie. Nie robiłam i robić nie będę. Bo po co. W większości przypadków i tak wszystko kończy się na spisaniu postanowień, bez wykonywania żadnego z nich. Jak dla mnie to jest zbyt mainstreamowe, żeby mogło poprawnie funkcjonować.  
Nie powiem, że nie chcę zmieniać nic w swoim życiu, w sobie, wprowadzać nic nowego. Oczywiście, że tak, ale po co od razu wypisywać nie do końca przemyślane, niemożliwe do zrealizowania postanowienia o których zapomnimy szybciej niż pojawił się w naszej głowie. Osobiście jestem za tym, żeby od razu realizować to do czego mamy predyspozycje.
Reszta, może niech pozostanie w formie marzeń, a nie tak poważnie brzmiących postanowień.


Na koniec życzę wszystkim dużo szczęścia i miłości w tym rozpoczętym już 2014 roku oraz wytrwałości w działaniu ;) 


Translate