16 października 2013

Każdy kiedyś chyba dorośnie

Każdy - fajnie by było
Kiedyś - za ile, dwadzieścia, pięćdziesiąt, sto lat ?
Chyba - chciałabym napisać "na pewno" ale to wcale nie jest takie pewne 
Dorośnie - fizycznie, psychicznie, społecznie, jakkolwiek ... bo osiągnięcie wszystkiego w dzisiejszych czasach jest jak zdobycie Mount Everestu, a wydawałoby się, że to nic takiego, że taka jest kolej rzeczy. 

Ręce opadają gdy zastanawiam się nad tym w jakim kierunku zmierza ten świat. 
Ten jakże nowoczesny, rozwijający się w zawrotnym tempie świat, w którym ludzie bardziej interesują się Twoim życiem, niż swoim własnym. Świat, gdzie wszystko stoi na głowie i nic nie jest takie, jakie być powinno.

"Aż chce się krzyknąć ja pier...
ale nie tu nie ma miejsca na to co ja wolę
Nie jestem sobą gdy patrzę na ten chory świat 
przeraża mnie jak wiele zmieniło się w ciągu kilku lat
Pozostaje chyba tylko po cichu na to wszystko patrzeć 
wszystkie piękne wspomnienia w swojej głowie zatrzeć."

Jeden wieczór słuchania rapu
Efekt ? Ślusi pisze rymami HA ;) Taki tam atawizm po klasie humanistycznej w liceum. 

Nie ważne. Wracając do tematu. 
Nurtuje mnie to, co się wydarzyło, że zaszło tyle zmian w myśleniu i funkcjonowaniu całego społeczeństwa. Nie wiem, nie było wojny, nie wybuchła bomba atomowa, nie spadł na Ziemię meteoryt, no więc co ? 
Ja nie jestem stara, nie jestem wielce pokrzywdzona przez życie, nie przeżyłam żadnej katastrofy, a więc tym bardziej boli, że w ciągu tych marnych, prawie dziewiętnastu lat zauważyłam tyle negatywnych zmian. Co innego starsze osoby, które pamiętają dobrze czasy II wojny światowej czy stanu wojennego, w ich życiu wiele się zmieniło, na dobre i na złe, ale Ja ? Nic takiego się nie stało, więc albo jestem ślepa i pochodzę z innej planety, nie chodzi tu o to że mężczyźni są z Marsa, a kobiety z Wenus, albo ludziom totalnie poprzewracało się w głowach.
Jak to jest możliwe, że tylko sporadycznie zauważa się osoby, które robią coś dla siebie, wykonują swoje hobby, cieszą się życiem, potrafią wziąć się w garść i ruszyć do przodu zamiast zapadać się pod ziemię narzekając na wszystko co ich otacza. (Więcej TUTAJ.)
Gdzie się podziali ludzie z jakimiś aspiracjami, planami na życie. 
Nie mówię, że ich w ogóle nie ma, ale tak wiele osób poddaje się gdy pojawia się pierwszy problem, że zastanawiam się, jak oni chcą nauczyć się życia, radzenia sobie z problemami, skoro nie mają zamiaru skłonić się do jakiegokolwiek wysiłku, wszystko chcą mieć podane na tacy, a życie przecież nie jest taśmą produkcyjną, z której wybierasz to na co masz ochotę i w błogostanie żyjesz dalej. Wszechobecne lenistwo zabija resztki ambicji. 
Pewnie, że najłatwiej jest powiedzieć, że nie ma się na coś czasu lub że to jest za trudne, ale to zazwyczaj nie jest prawdą. Nie narzekaj później, że ktoś ma lepsze osiągnięcia od Ciebie, że ktoś ma ładniejszą figurę. Trzeba było nie narzekać i zrobić to samo. Do ćwiczeń nie potrzeba super sprzętu czy drogiego karnetu na siłownię. Wystarczy odrobina chęci i wszystko można wykonać w domu. 
Kolejny problem. Gdzie podziała się chęć dziewczyn do zaimponowania facetom swoją naturalną urodą i mądrością. (Więcej TUTAJ.) Chwaląc się wszystkim dookoła tym ile jesteś w stanie wypić, na ilu imprezach byłaś w ostatnim czasie, czy ilu już miałaś chłopaków nie czyni Cię wyjątkową, tym nie zaimponujesz chłopakom. Możesz jedynie wzbudzić bezpodstawną zazdrość swoich koleżanek. Bez znaczenia czy jest to jeszcze mentalny dzieciak czy dojrzały mężczyzna, może ten pierwszy później to zrozumie, ale nie robi to na nich takiego wrażenia, jak pokazanie, że szanujesz siebie, trzymasz się swoich priorytetów i zasad. "Musisz sprawić, że facet będzie Cię pragnął, a nie pożądał" Taka delikatna, aczkolwiek bardzo znacząca różnica, jeśli chcesz znaleźć przyjaciela lub przyszłego męża zamiast "znajomego" na jedną imprezę, może dwie. 
Wszyscy dobrze wiemy, że przedstawiciele rasy męskiej dojrzewają później niż płeć piękna. Nie chcę tym nikomu ubliżać, taka jest prawda. Te co najmniej trzy lata dojrzewania psychicznego mają często wielkie znaczenie i porównując chłopaków mających lat 19 i 22 zauważymy duże zmiany, gdzie w tym samym "badaniu" u dziewczyn nie będą one tak bardzo widoczne. Odwieczne konflikty o różnice wynikające z płci i wieku nie mają sensu. Tego się nie zmieni. Genetycznie uwarunkowane jest to, że kobiety reagują na wszystko emocjonalnie, wykazują prędzej czy później instynkt macierzyński, mają skłonności do zmian nastrojów (pod tym względem hormony rządzą naszym życiem i koniec kropka). Natomiast mężczyźni przejawiając większe powinowactwo do naszych przodków (człowiek przecież biologicznie jest zwierzęciem) kierują się instynktami i są mniej wytrzymali na ból. Tak już po prostu jest. Także Panowie nie narzekajcie na humorki dziewczyn, postarajcie się je zrozumieć. 
Potrzeba nam wszystkim trochę wzajemnego zrozumienia, żeby to wszystko funkcjonowało poprawnie. 

Podsumowując. 
Nie dajmy się zwariować. 
Nie zapominajmy po co żyjemy na tym świecie. 
Nie zapominajmy kim jesteśmy i gdzie leżą granice zdrowego rozsądku w naszym zachowaniu. 

9 października 2013

Człowieku, nie narzekaj !

Nic, nic nic a teraz posty lecą jeden za drugim. 
No cóż taka wena.

W sumie dawno, pisząc, na nic nie narzekałam.
No i dobrze, bo to takie moje postanowienie, nie że będę się uczyła czy coś tam, tylko właśnie ograniczenie narzekania do minimum.
O tym chciałam dzisiaj napisać.

Po co w ogóle istnieje narzekanie i kto najczęściej narzeka ?
Nie wiem, kto to wymyślił, zdecydowanie nie było to najlepsze odkrycie w dziejach ludzkości. Jak dla mnie narzekanie jest jedynie marnowaniem czasu. Idealne dla ludzi, którzy nie mają nic ambitniejszego do zrobienia. 
Po co zająć się czymś konstruktywnym, jak można usiąść, poużalać się nad swoim "tragicznym" życiem, zdenerwować ludzi dookoła siebie. No po co ? 
A właśnie po to, żeby mieć z czego czerpać szczęście, mieć powody do radości każdego dnia. 
Nie narzekaj, tylko działaj, zrób coś ze sobą i swoim życiem doceniaj to co masz, póki możesz i ile tylko możesz. 
Porównania "naszego świata" (w końcu Świat jest jeden) do chociażby realiów panujących w biednych afrykańskich państewkach, wydaje mi się nie na miejscu. Nie ten temat, czas i pora. Powodów do uświadomienia sobie jakie szczęście mamy żyjąc tutaj (każdy ma na Świecie swoje "tutaj") jest cała masa. Tyle tylko, że nie potrafimy, albo nawet nie chcemy ich dostrzec. 
Po co mieć wielką grupę "znajomych" na facebooku, skoro można mieć kilku, może jednego, zaufanego przyjaciela.
Po co mieć modne hobby, które znudzi się szybciej niż się pojawiło, jeśli można mieć indywidualne, niepowtarzalne zainteresowania, za które ludzie będą Cię podziwiać. 

Po co podążać za tłumem, skoro można być po prostu sobą.
Nieprawdą jest, że życie Ciebie nie docenia.
Nieprawdą jest, że inni ludzie się na Tobie mszczą.

Nieprawdą jest, że nie liczy się to jak się starasz.
Nieprawdą jest, to że Twoja dobroć pozostaje niezauważona.
Przyjdzie czas i miejsce, w którym wszystko zostanie docenione. Z doświadczenia wiem, że dobre uczynki wracają, często w podwojoną siłą.
Takie gadanie tylko? 
Wcale nie.
Sama prawda.
Wszystko na początku irytuje. Starasz się, wykazujesz maksimum zaangażowana, a wszystko ginie bez echa. Każdy, w takiej sytuacji, by się zdenerwował, nic nowego. 
Trzeba okazać trochę cierpliwości i samozaparcia.
To już kolejny cel do postawienia sobie w życiu. 
I na tym to wszystko polega. Żeby nie wymagać od siebie zbyt wiele. Żeby nie dawać sobie przyzwolenia na narzekanie nawet w najtrudniejszych sytuacjach, co jeszcze, żeby nie prowokować do tego siebie, ani innych.
Co może pomóc w zaprzestaniu narzekania? 
Stawianie drobnych celów, do których prowadzą drobne kroczki, takich, które jesteśmy w stanie szybko osiągnąć i większe jest prawdopodobieństwo sukcesu, niż porażki i kolejnego narzekania. Dopiero tymi mały kroczkami dochodzimy do jakiegoś tam konkretnego, dalekiego celu. 
"Będę, wykonywała takie i takie ćwiczenia tyle razy w tygodniu, do tego odpowiednia dieta"
"Poprawię oceny ze wszystkich przedmiotów, pozaliczam wszystkie zaległe sprawdziany"
Akurat. Już to widzę, prędzej bym zjadła kolejną porcję tostów i obejrzała kolejny serial.
Masz tyle motywacji żeby to wszystko na raz wykonać ? 
Serdecznie zazdroszczę, serio. Osobiście wolę sobie obiecać, że na początek po prostu zacznę ćwiczyć, nie ważne jak i ile. Liczą się chęci, wbicie się w rytm, a później można pomyśleć o dokładnie rozplanowanym treningu. To samo dotyczy nauki. Nie wszystko na raz. Po kolei jeden przedmiot za drugim, bo inaczej w nieodpowiednim czasie zorientujesz się, że chyba nie dasz rady i nie poprawisz nic, a ucząc się po kolei jesteś w stanie nadrobić materiał z połowy zaliczeń, a może nawet ze wszystkiego.
Nie narzekaj, tylko działaj, nie dla opinii, nie dla innych ludzi, w pierwszej kolejności dla samego siebie. Łatwiej zadowolić siebie, znając swoje dotychczasowe osiągnięcia i możliwości, niż osoby, które nie mają pojęcia o Twoim życiu.
Jak to wygląda u mnie ? 
Całkiem dobrze ;) 
Staram się nie narzekać, a przynajmniej ograniczyć to do minimum.
Ćwiczę od wakacji, nie powiedziałabym, że systematycznie, ale jak najczęściej, a efekty niedługo będą widoczne. W moim przypadku zmęczenie fizyczne = odprężenie psychiczne + poprawa humoru, więc są same plusy. 
Zabrałam się za książki (nie podręczniki ^^), co jest moim małym sukcesem, a nie licząc lektur dawno nic nie czytałam.
Do tego zdecydowana dawka pozytywnego nastawienia, myślenia i dzieje się dobrze ;)











Taka sobie ja z mą poduszko-owcą ^^ 






6 października 2013

Life is not just black and white

Życie nie jest klarowne, nie jest czarno-białe.
Życie nie jest ani czarne ani białe.
Życie nie jest nawet szare.
Życie jest życiem, nie ma w nim przesytu, ani monotonii.
Na wszystko w Życiu jest czas i miejsce, zarówno na chwile radości jak i smutku, na kłótnie, na godzenie się, na wybaczanie, na dorastanie i na pozostawanie dzieckiem.
Byleby to wszystko odbywało się w granicach (jakiejś tam odgórnie narzuconej) normy, w granicach rozsądku, bez popadania w rozpacz, bez nadmiernego szaleństwa, tak zwyczajnie.
Lecz do czego zmierzam. Zaczynając pisałam o tym, jakie jest, a raczej jakie nie jest, Życie. Pewne jest to, że Życie zaskakuje nas na każdym kroku. 
Chociaż próbujemy zaplanować sobie pewne rzeczy, nie zawsze wszystko układa się po naszej myśli. Chcemy, aby coś trwało wiecznie, ale już po chwili zaczyna się sypać, z drugiej strony chcemy coś zakończyć, a tu "niespodzianka" ciągnie się za nami latami,  chcemy coś osiągnąć czy naprawić, więc wszyscy dookoła stawiają nam kłody pod nogami, co by nie było nam za łatwo. 
Wielokrotnie znajdujemy się w sytuacjach, których nie jesteśmy w stanie dokładnie wyjaśnić. Nie umiemy powiedzieć dlaczego zachowaliśmy się tak a nie inaczej, dlaczego coś przykuło naszą uwagę w danej chwili, dlaczego w takiej samej sytuacji jednej osobie wybaczymy a drugiej nie, jednej osobie pomożemy, a drugą zostawimy samą, na jedną się zezłościmy, a z drugą będziemy się śmiać, dlaczego akurat dana osoba jest dla nas ważniejsza od innej, dlaczego pewne sytuacje zostają w naszej pamięci, a inne umykają w mgnieniu oka. 
Po prostu tak się dzieje. Można by się nad tym zastanawiać, rozmyślać, prowadzić dyskusje. 
Tylko po co, czy to miałoby jakikolwiek sens. Jak już pisałam jakiś czas temu w Życiu nic nie dzieje się przez przypadek. 
Takie sytuacje zdarzają się każdemu z nas, niejednokrotnie, często w najmniej oczekiwanych momentach, właśnie wtedy kiedy nie chcielibyśmy aby tak się działo. 
Już niejedną decyzję podjęłam nie potrafiąc później wyjaśnić, co mnie do niej skłoniło, czy był to instynkt, przeczucie, wiara. 
Powiesz, że ktoś zachował się źle, a może nie była to jego osobista decyzja, może miał dobre zamiary, a skończyło się źle, nie jest usprawiedliwiony, ale nie może też być obwiniany za wszystko. Ktoś inny pozornie zachował się dobrze, może wyłącznie dlatego, żeby wzbudzić w kimś pozytywne odczucia wobec własnej osoby, może był to jedynie wstęp do jego dalszych działań, w dzisiejszych czasach mało kto potrafi zachowywać się dobrze, a jednocześnie bezinteresownie, w większości przypadków kryje się jakiś podtekst. 
Życie jest pełne zagadek, niewyjaśnionych i niezrozumiałych sytuacji. Taka jest jego specyfika. Tak samo zachowania ludzkie są na tyle niejednoznaczne, że nigdy nie możemy w stu procentach czegoś uzasadnić, bo z pewnością znajdą się jakieś nieścisłości czy powątpiewania. 

Więc nie pytaj jak, dlaczego, po co. Postaraj się zrozumieć i przyjąć to do wiadomości.






Takie szalone my <3

2 października 2013

Tolerancja

Tolerancja, jest to dość ogólne pojęcie i ja tak samo ogólnie podejdę do tego tematu. 
Obawiam się, że rozpisywanie się nad konkretnymi rodzajami tolerancji jak na przykład w odniesieniu do homoseksualizmu, wyznania czy poglądów politycznych mogłoby skończyć się w moim przypadku dość, a nawet bardzo, chaotyczną mieszaniną niepoprawnie dobranych zwrotów i sformułowań, więc nawet się tego nie podejmuję. 
Sama o sobie mogę stwierdzić, że jestem osobą w większości przypadków tolerancyjną, w końcu trzy lata mieszkania w bursie były nie małą szkołą życia, z resztą nie tylko dla mnie, ale to tylko moja opinia, sama mogę wiele napisać i to raczej opinia moich znajomych byłaby w tym miejscu trafniejsza (nie zamierzam też teraz przeprowadzać jakiś sondaży czy coś tam) no dobra poprzestanę na tym. 

Co to znaczy być tolerancyjnym ? 
Jak z większością pytań typu “Co oznacza, że…” “Co rozumiesz pod pojęciem …” odpowiedzi może pojawić się tyle ile osób będzie odpowiadało na te pytania, a może i nawet więcej. 
Ogólnie rzecz biorąc tolerować, czyli szanować można drugą osobę, jej poglądy czy zachowanie. To na ile będziemy tolerancyjni jest w dużym stopniu zależne od tego jak silny mamy charakter, podejście do danego tematu i oczywiście od tego jak “tolerancyjnie” będzie zachowywała się dana osoba. Wyszło mi z tego masło maślane ale chyba wiadomo o co chodzi.
Według mnie każdy powinien być choć odrobinę tolerancyjny, a przynajmniej starać się takim być. Nie lubisz osoby słuchającej metalu, to zwyczajnie ją toleruj, równie dobrze ona może za tobą nie przepadać przez to, że słuchasz rocka. Nie przepadasz za czymś co jest dla drugiej osoby pasją, postaraj się to tolerować, przecież nie musisz od razu przestawać lubić tej osoby przez pryzmat tego jak zachowuje się w wybranych sytuacjach, przynajmniej tak powinno być, ale oczywiście rożnie to wygląda w przełożeniu na zachowanie w prawdziwym życiu. 
Generalnie jeśli kogoś jedynie tolerujesz, bez zbytnich czułości, ten ktoś po prostu sobie istnieje gdzieś w bliższym lub dalszym otoczeniu i staracie się nie przeszkadzać sobie za bardzo. Wszystko na zasadzie: jesteś sobie to bądź dalej, nie krytykuj mnie za moje zachowanie, tak jak i ja nie krytykuję ciebie za twoje, nie wchodźmy sobie na drogę i wszystko będzie dobrze. 
Żeby to było takie łatwe, ale takie nie jest i wszyscy musimy się jeszcze wiele nauczyć żeby kiedyś nie skrzywdzić kogoś swoim zbyt radykalnym podejściem.

Wielokrotnie zastanawiałam się nad tym, czy jeśli powiem o kimś “toleruję ją/jego”, w odniesieniu do całości jako osoby, nie konkretnego zachowania, nie będzie to w pewnym sensie poniżające. Jest to tylko moja opinia i pewnie wzięło się to stąd, że często zamiast powiedzieć, że kogoś nie lubię bądź drażni mnie jej/jego zachowanie, mówię, że po prostu to/ją/jego toleruję. Oznacza to, że w moim systemie opisywania znajomości (jeśli coś takiego w ogóle kiedykolwiek istniało) określenie “toleruję cię” znajduje się niżej niż “nie lubię cię” czy “nie przepadam za tobą” nie wspominając już o wyższych i pozytywnych określeniach. 
W tym momencie kółko się zamyka, bo znowu wracam do tego, że uczymy się całe życie, poznając nowych ludzi, trafiając w nieznane dotąd miejsca, jak również całe życie kształtujemy swój światopogląd, więc uznam to za koniec tematu. 
Zapewne kiedyś tam odpowiem sobie na to pytanie tak jak na wiele innych i będę zadowolona z tego, że już wiem co kiedyś tam miałam na myśli. 

Translate