9 października 2013

Człowieku, nie narzekaj !

Nic, nic nic a teraz posty lecą jeden za drugim. 
No cóż taka wena.

W sumie dawno, pisząc, na nic nie narzekałam.
No i dobrze, bo to takie moje postanowienie, nie że będę się uczyła czy coś tam, tylko właśnie ograniczenie narzekania do minimum.
O tym chciałam dzisiaj napisać.

Po co w ogóle istnieje narzekanie i kto najczęściej narzeka ?
Nie wiem, kto to wymyślił, zdecydowanie nie było to najlepsze odkrycie w dziejach ludzkości. Jak dla mnie narzekanie jest jedynie marnowaniem czasu. Idealne dla ludzi, którzy nie mają nic ambitniejszego do zrobienia. 
Po co zająć się czymś konstruktywnym, jak można usiąść, poużalać się nad swoim "tragicznym" życiem, zdenerwować ludzi dookoła siebie. No po co ? 
A właśnie po to, żeby mieć z czego czerpać szczęście, mieć powody do radości każdego dnia. 
Nie narzekaj, tylko działaj, zrób coś ze sobą i swoim życiem doceniaj to co masz, póki możesz i ile tylko możesz. 
Porównania "naszego świata" (w końcu Świat jest jeden) do chociażby realiów panujących w biednych afrykańskich państewkach, wydaje mi się nie na miejscu. Nie ten temat, czas i pora. Powodów do uświadomienia sobie jakie szczęście mamy żyjąc tutaj (każdy ma na Świecie swoje "tutaj") jest cała masa. Tyle tylko, że nie potrafimy, albo nawet nie chcemy ich dostrzec. 
Po co mieć wielką grupę "znajomych" na facebooku, skoro można mieć kilku, może jednego, zaufanego przyjaciela.
Po co mieć modne hobby, które znudzi się szybciej niż się pojawiło, jeśli można mieć indywidualne, niepowtarzalne zainteresowania, za które ludzie będą Cię podziwiać. 

Po co podążać za tłumem, skoro można być po prostu sobą.
Nieprawdą jest, że życie Ciebie nie docenia.
Nieprawdą jest, że inni ludzie się na Tobie mszczą.

Nieprawdą jest, że nie liczy się to jak się starasz.
Nieprawdą jest, to że Twoja dobroć pozostaje niezauważona.
Przyjdzie czas i miejsce, w którym wszystko zostanie docenione. Z doświadczenia wiem, że dobre uczynki wracają, często w podwojoną siłą.
Takie gadanie tylko? 
Wcale nie.
Sama prawda.
Wszystko na początku irytuje. Starasz się, wykazujesz maksimum zaangażowana, a wszystko ginie bez echa. Każdy, w takiej sytuacji, by się zdenerwował, nic nowego. 
Trzeba okazać trochę cierpliwości i samozaparcia.
To już kolejny cel do postawienia sobie w życiu. 
I na tym to wszystko polega. Żeby nie wymagać od siebie zbyt wiele. Żeby nie dawać sobie przyzwolenia na narzekanie nawet w najtrudniejszych sytuacjach, co jeszcze, żeby nie prowokować do tego siebie, ani innych.
Co może pomóc w zaprzestaniu narzekania? 
Stawianie drobnych celów, do których prowadzą drobne kroczki, takich, które jesteśmy w stanie szybko osiągnąć i większe jest prawdopodobieństwo sukcesu, niż porażki i kolejnego narzekania. Dopiero tymi mały kroczkami dochodzimy do jakiegoś tam konkretnego, dalekiego celu. 
"Będę, wykonywała takie i takie ćwiczenia tyle razy w tygodniu, do tego odpowiednia dieta"
"Poprawię oceny ze wszystkich przedmiotów, pozaliczam wszystkie zaległe sprawdziany"
Akurat. Już to widzę, prędzej bym zjadła kolejną porcję tostów i obejrzała kolejny serial.
Masz tyle motywacji żeby to wszystko na raz wykonać ? 
Serdecznie zazdroszczę, serio. Osobiście wolę sobie obiecać, że na początek po prostu zacznę ćwiczyć, nie ważne jak i ile. Liczą się chęci, wbicie się w rytm, a później można pomyśleć o dokładnie rozplanowanym treningu. To samo dotyczy nauki. Nie wszystko na raz. Po kolei jeden przedmiot za drugim, bo inaczej w nieodpowiednim czasie zorientujesz się, że chyba nie dasz rady i nie poprawisz nic, a ucząc się po kolei jesteś w stanie nadrobić materiał z połowy zaliczeń, a może nawet ze wszystkiego.
Nie narzekaj, tylko działaj, nie dla opinii, nie dla innych ludzi, w pierwszej kolejności dla samego siebie. Łatwiej zadowolić siebie, znając swoje dotychczasowe osiągnięcia i możliwości, niż osoby, które nie mają pojęcia o Twoim życiu.
Jak to wygląda u mnie ? 
Całkiem dobrze ;) 
Staram się nie narzekać, a przynajmniej ograniczyć to do minimum.
Ćwiczę od wakacji, nie powiedziałabym, że systematycznie, ale jak najczęściej, a efekty niedługo będą widoczne. W moim przypadku zmęczenie fizyczne = odprężenie psychiczne + poprawa humoru, więc są same plusy. 
Zabrałam się za książki (nie podręczniki ^^), co jest moim małym sukcesem, a nie licząc lektur dawno nic nie czytałam.
Do tego zdecydowana dawka pozytywnego nastawienia, myślenia i dzieje się dobrze ;)











Taka sobie ja z mą poduszko-owcą ^^ 






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Translate