28 czerwca 2013

Abitur !

Teraz już całkiem oficjalne WAKACJE!

Zdałam maturki ! Wszyscy zdali, taka szkoła ...  ;) No nie mogło być inaczej ^^
Aczkolwiek chwila stresu była, chwilę przed wejściem do klasy stwierdziłam, że "nie chcę na to patrzeć, wychodzę" i udałam się w kierunku wyjścia ^^ to tak dla uspokojenia tylko, wróciłam do klasy i odebrałam grzecznie wyniki.

Generalnie poszło dobrze, część super, część trochę gorzej, ale jest ok, gdzieś mnie przyjmą (chyba) najwyżej przy drugim naborze.

Super uczucie mieć to wszystko już za sobą, tak ostatecznie. Fajnie stwierdzić, że ta trzyletnia nauka przyniosła jakieś mniej lub bardziej pozytywne efekty :)

No i jak wcześniej się obawiałam, tak teraz już nie ma czego, bo wyniki chyba same podjęły za mnie decyzję które miasto wybrać. Mam nadzieję, że za kilka miesięcy będę mogła powiedzieć "Warszawo Witaj!" Teraz tylko czekamy na wyniki z uczelni licząc na pozytywne rozpatrzenie aplikacji ;)

Pozdrawiam :*
Dziubaski, misiaczki i wszystko inne: Zdaliśmy! 
Super, fajnie jest ! ^^

24 czerwca 2013

But I’m still breathing

Stwierdzam, że pogoda nie rozumie moich potrzeb i nie pozwala mi pozbyć się negatywnych emocji podczas jazdy na rowerze, zamiast tego tworzy dziś istny pejzaż mentalny (taka ze mnie romantyczka, aczkolwiek w dalszym ciągu nie toleruję Mickiewicza i Słowackiego). Kilka dni temu nie dało się wytrzymać z powodu wysokich temperatur, a dzisiaj zdecydowanie filmowa pogoda. Długie ciepłe dresy, kawa/kakao i laptop z kolejnymi odcinkami serialu i oczywiście nie mogło zabraknąć truskawek ^^ Codzienna bomba witaminowa została już przyswojona. Przy tej pogodzie nie wiem nawet kiedy zasnęłam w połowie filmu. 
Pogoda, pogoda, pogoda, deszcz, zimno, ciemno, ponuro. Nic ciekawego. 

Podobno "co Cię nie zabije, to Cię wzmocni". Zwolenników tego "poglądu" jest tyle samo co przeciwników. 
Gdzie jestem ja ? Tak na środku, ze względu na to, że na początku w fazie złości nie jestem w stanie racjonalnie określić jaki wpływ na moje życie ma dane wydarzenie. Bywa różnie, czasami konsekwencje są tylko negatywne, czasami tylko pozytywne, ale w większości przypadków mieszane. Cudownie, pięknie i idealnie byłoby jeśli każdy umiałby wyciągnąć wnioski na przyszłość niezależnie od tego co się stało i żyć dalej. 
Byłoby pięknie, ale tak nie jest, bo życie nie jest idealne i nikt nie powiedział, że będzie łatwe. Traktowanie upadków, zarówno własnych jak i bliskich osób, jako wzmacniających lekcji życia nie jest takie łatwe, jest zdecydowanie bardzo trudne. Zanim do tego dojdzie zawsze zastanawiam się, i pewnie nie tylko ja, dlaczego stało się tak a nie inaczej, dlaczego historia się powtarza skoro obiecałam sobie, że więcej tak nie postąpię, że następnym razem będzie inaczej, lepiej.
Zastanawiam się tylko, czy takie przyswajanie wszystkiego nie doprowadzi do wypłukania uczuć i emocji. Przykro byłoby obudzić się za kilkanaście lat i uznać, że jest się osobą jaką nigdy nie chciało się zostać. Nie chciałabym tego. To chyba właśnie dlatego, żeby nie wyzbyć się współczucia i wiary w ludzi daję wszystkim po kolei drugą szansę, a czy ją wykorzystają to już ich sprawa, fakt, że czasami na tym tracę, ale nie zawsze i przynajmniej wiem, komu na mnie zależy i na kim mogę polegać. 
Mając miękkie serce należy mieć twardy tyłek, no cóż tak to jest.

"Skoro nie można się cofnąć,
trzeba znaleźć najlepszy sposób
by pójść naprzód."


Zgodnie z sentencją wygrawerowaną na moim piórze  (tak super prezent) jeśli coś nie układa się tak jakbym chciała, szukam sposobu by to naprawić, by ruszyć do przodu. Mam coraz mniej siły, żeby to wszystko znosić, ale jednocześnie staję się coraz silniejsza i taki jest cel, który jeszcze zdążę osiągnąć, bo mam przed sobą wystarczająco dużo życia, by stracić całą energię i ponownie ją odzyskać ;) 



Dziękuję osobom, które mimo chęci doprowadzenia mnie do zawału, skrupulatnie wzmacniają mój charakter! 

Pozdrawiam stresujących się maturzystów ;) Kochani, zdamy wszyscy, bo jak my nie damy rady to kto inny. Czekamy na piątek.

20 czerwca 2013

"Nie wolno Ci się bać..."

"Działać bez działania" Mela Koteluk
"Nie wolni Ci się bać
Wszystko ma swój czas
Ty jesteś początkiem
Do każdego celu"

Podczas wypadu nad jezioro zostałam nazwana Sekretarzem generalnym, tak więc teraz z premedytacją to wykorzystuję i zdecydowanie demokratycznie sekretarzuję i zakazuję (samej sobie szczególnie) używania wyrażeń "boję się" "obawiam się" "nie jestem pewna/pewny".
Dlaczego? A z takiego prostego powodu. To ostatecznie do niczego nie prowadzi. Nie żeby od razu była ze mnie taka szalona ryzykantka, ale po namyśle lepiej spróbować i uznać, że to nie jest to, niż po kilku, kilkudziesięciu miesiącach czy latach dojść do wniosku, że kiedyś tam w takiej i takiej sytuacji mogłam/mogłem zrobić coś inaczej. Myśląc o tym, przed chwilą, doszłam do wniosku, że gdybym zaczęła wyszukiwać w pamięci sytuacje z których nie do końca jestem usatysfakcjonowana, zarówno z mojej jak i innych winy, musiałabym wymazać połowę swojego życiorysu albo popaść w depresję. 
Skojarzyło mi się to z filmem "Efekt motyla", w którym jasno i wyraźnie jest przedstawione to, że jakakolwiek próba zmiany przeszłości prowadziła do kolosalnych, często tragicznych zmian teraźniejszości. Film filmem, a my żyjemy w realnym świecie, więc nie cofniemy się w czasie, nie poprawimy nic, nie powiemy nic więcej, tak po prostu miało lub musiało być.
To, że życia nie da się zaplanować to chyba każdy wie. Można jedynie postawić sobie jakieś cele do osiągnięcia, spełniać marzenia, ale nie jest możliwe ułożenie konspektu na życie i wykonanie go w 100%. 
Jedną z najważniejszych i na pewno niełatwych "misji" życiowych jest nauczenie się korzystania z tego co mamy, doceniania osób, które nas otaczają i niestety ale też selekcja towarzystwa (nie tak samolubnie, ale nie każdy zasługuje na naszą uwagę i pomoc i jest w stanie nam je zaoferować) do tego oczekiwanie nieoczekiwanego, tak to sobie określę, no bo nie wiemy co się stanie za pięć minut a zwłaszcza co za pięć lat, na przykład po ukończeniu studiów. Na te nasze cele należy wziąć sporą poprawkę jeśli chodzi o wykonanie ich w określonym czasie czy otoczeniu. 
Wracając do początku, w związku, z tym, że nie możemy zaplanować życia, przynajmniej dla mnie, nie ma sensu stwierdzanie, że coś jest niewykonalne, dopóki tego nie zaczniemy. Owszem wstępne określenie poziomu trudności jest dobre, ale nie rezygnacja przed podjęciem działania. 
Żeby niektórzy nie uznali mnie teraz za szaloną, ryzykowną hipokrytkę (ostatnio zdecydowanie za często padało z moich ust stwierdzenie "boję się...") przyznaję że uwielbiam mieć wszystko poukładane i zaplanowane, stąd też wziął się przydomek Sekretarza, ale staram się walczyć z tym jeśli jest to zbędne. Wiadomo, że trzeba pilnować terminów rekrutacji czy też zaplanować trasę, koszty wycieczki, ale bez szaleństw i dalekosiężnych planów. Boję się wielu rzeczy, co można było tutaj wcześniej przeczytać, ale konsekwentnie staram się dorastać do nich i próbować działać na tyle ile jest to możliwe w danej chwili, dzięki temu, mam nadzieję, w przyszłości będzie coraz mniej niesatysfakcjonujących sytuacji. Może też ich być więcej, no nie wiem. Świata nie zmienię. Przynajmniej będę żyła ze świadomością, że próbowałam.
Cele i marzenia pozostają na swoim miejscu i na każdy przychodzi odpowiednia pora, a mam ich wiele.

19 czerwca 2013

Podróżniczki

Tym razem obędzie się bez generalnej krytyki społeczeństwa czy czegokolwiek innego, w ogóle bez krytyki oraz motywacji wszelkiego rodzaju ;)

Dzisiejszy dzień zdecydowanie wycieczkowy
Cel: odwiedziny koleżanki, która już niedługo "ucieka" nam na rok(?) do Chicago 
Nie obyło się bez przesiadek, zwiedzania rynku i podziwiania jednego z polskich PKS-ów
Godzina 8 rano wsiadamy do autobusu, kupujemy bilety, a przed samym odjazdem pan kierowca informuje nas, że będzie przesiadka po drodze, ale bilety aktualne, bez większych komplikacji, jedziemy, jedziemy i gotujemy się w autobusie bez klimatyzacji, a temperatura jeszcze nie osiągnęła maksimum dzisiejszego dnia. Później pół godziny w poczekalni i już zaplanowana przesiadka i próba negocjacji ceny biletu :D (niestety nieudana) aczkolwiek pan kierowca z dużym poczuciem humoru zaproponował bilet dla dwóch osób w promocyjnej cenie 7 zł (normalny dla jednej osoby kosztował 3,5 zł ale promocja dla par/przyjaciół była hehe) Następnie "przegapiłyśmy" przystanek, takie z nas podróżniczki, ale całe szczęście daleko nie zajechałyśmy i po dotarciu do w miarę chłodnego mieszkania cały dzień spędziłyśmy na rozmowach, plotkowaniu, nie zabrakło śmiechu i odrobinki zamulania tak dla odpoczynku. Droga powrotna już autem z koleżanką, ale i tak każda z nas w inną stronę pojechała *pociąg *dom *centrum handlowe
Ja ambitnie piętnaście minut przed zamknięciem zdążyłam jeszcze zrobić drobne zakupy i już ostatecznie tym razem z rodzicami autem wyruszyłam do domu ;)


MONI <3 jak już wspomniałam poetką nie jestem i chyba nie będę nigdy, ale teraz tutaj publicznie pozdrawiam Cię. Peanu pochwalnego na Twoją cześć nie stworzyłam, ale i tak Cię kocham, uwielbiam, doceniam i wielbię i wszystko co jeszcze jest możliwe. Normalnie drajwer pierwsza klasa oraz najzacniejszy Doradca Modowy nadwornego Sekretarza Księżniczki Kasi ^^

M.  my się kiedyś tak zgubimy że nikt nas nie ogarnie :D ewentualnie wyparujemy z autobusu 

K.   dobry koktajl był, pozdrów Agnes i przekaż, tak dla pewności, że nie jesteśmy głodne ;)


Ale, ale w głowie już jest koncept na kolejny tekst, tak więc nie lenię się i zbieram wenę ;)

11 czerwca 2013

Mieć pasję to jest to...

Pasja? Kiedyś już o tym wspomniałam, nie posiadam. Jeszcze przyjdzie na to czas. Tak myślę.

Aczkolwiek naprawdę zazdroszczę osobom, które już odkryły to coś, czemu są w stanie w pełni się poświęcić. Fajna sprawa znaleźć coś co daje Ci szczęście, czym możesz podzielić się z innymi, do czego możesz uciec gdy w życiu coś się nie układa. 

Rozpoczęło się lato, chyba, przynajmniej szczerze chcę w to wierzyć :) tak więc nie będzie chyba dużym zaskoczeniem, że pisząc o pasji skupię się głównie na motocyklistach. Nie żeby był to tylko letni sport, ale to właśnie w letnie wieczory gdy otwieram drzwi na balkon słyszę nieustanne dźwięki przejeżdżających raz w jedną, raz w drugą stronę na mojej bądź sąsiedniej ulicy motocyklistów. Można się przyzwyczaić, a nawet to polubić. Ja osobiście nie jeżdżę, a nawet nigdy nie próbowałam. Wolę oglądać, słuchać, zwłaszcza żużel, to jest chyba taka moja pośrednia pasja, kibicowanie swojej drużynie, tak już od wielu lat, gdy siedzisz na stadionie (co uczynię właśnie w niedzielę) nie liczy się to czy na drugi dzień musisz wstać do szkoły, pracy, napisać kolejny sprawdzian, siedzieć w biurze z męczącym współpracownikiem czy szefem, nie jest ważne kim jesteś biznesmenem, uczniem, studentem czy kierowcą autobusu, nic nie ma znaczenia, bo ważne jest jedynie to, że wszyscy wspólnie przez kilka godzin wyniszczają gardła dopingując swoją drużynę. Mają wspólny cel i bez względu na to kim są potrafią zrobić coś razem. 
Jak dla mnie to jest piękne. To samo dotyczy motocyklistów. Na co dzień, każdy pracuje gdzie indziej, uczy się, wykonuje kolejne obowiązki, ale są chwile, kiedy spotykają się i wspólnie robią coś co kochają. Miłość nie do drugiego człowieka, ale do jazdy, do motorów. To ma sens. Dzięki temu poświęceniu, znajdują osoby mające te same zainteresowania, znajdują przyjaciół, wspierają się nie tylko w sprawach związanych z ich pasją, ale też w codziennym życiu. Nie ma mowy o tym, żeby pozostali nie wstawili się za przyjacielem, kiedy ten jest w potrzebie. Tak to działa. Kiedy trzeba, organizują wspólny wyjazd na jakiś festyn, żeby dzieciaki miały frajdę. 
Dlaczego o tym się nie mówi, nie pisze, nie docenia się tego, że zamiast chodzić na wyniszczające imprezy, popadać w nałogi, niszczyć życie bliskich robią coś pozytywnego, nie szkodząc jednocześnie innym. 
Jak zawsze ludzie dostrzegają to co chcą widzieć, a nie to co powinni, a jak najlepiej kogoś skrytykować ? Oczywiście możliwości jest wiele, na przykład artykuł w gazecie. Szkoda tylko, że szanowny pan dziennikarz swoim powalająco słabym językiem (dawno nie czytałam takiego marnego artykułu ) przekonał jednak do swojego zdania czytelników, wmawiając im, że nasze miasto dosłownie jest terroryzowane przez gang motocyklistów, ciekawa bajka, sama tego nie zarejestrowałam. Przecież media to czwarta władza, a ludzie bezwiednie wierzą w to co czytają, a inni wykorzystują to wciskając im nieprawdziwe historie. Niestety. 

Każdy powinien mieć w życiu ten moment kiedy odnajdzie swoją pasję, a kiedy już to zrobi, niech ją doskonali i cieszy się z tego co ma, a inni... Inni nie mają żadnego prawa do krytyki, bo sami pewnie posiadają jakąś pasję, co z tego, że inną, zanudzilibyśmy się na śmierć gdyby wszyscy interesowali się tym samym.



*
Tego jeszcze nie robiłam, więc czas na pozdrowienia (jeśli to czytacie):

M.  Tak będę na meczu i to na Twojej części stadionu ! :D
Z.   Nie napisałam o ptaszkach z cmentarza sorry... dźwięk motorów lepszy ^^
P.   Pasja zacna, oby sprzęt wytrzymał przy waszej energii :)
K.   Trzymaj się cieplutko :* dopraszam się o pocztówkę z USA ! :)

3 czerwca 2013

Krok naprzód...

Żaden dzień się nie powtórzy,
nie ma dwóch podobnych nocy,
dwóch tych samych pocałunków,
dwóch jednakich spojrzeń w oczy.
Wszystko jest nowe i inne i tak samo przerażające, a jednocześnie pociągające dopóki jest nieznane.
Zawsze przychodzi czas kiedy trzeba zamknąć jedne drzwi i otworzyć drugie.
Niestety takie jest życie.
Nie jest to łatwe. Najważniejsze to uświadomić sobie, że to co mamy zostawić z tyłu nie jest już dobre i satysfakcjonujące, nawet jeżeli na początku wydawało się inne, bo dlaczego mamy próbować ratować coś co nie ma szans na przetrwanie jeśli obok stoi okazja na coś nowego, lepszego. 
Jeśli jest szansa, że wprowadzenie zmian poprawi nasze samopoczucie, powinniśmy z niej skorzystać. Według mnie lepiej jest żyć z poczuciem, że coś się nie udało niż żałować, że w ogóle się nie podjęło się działania. Po zastosowaniu w życiu różnie się dzieje, ale próbować zawsze warto.

Nadszedł czas na podjęcie kilu ważnych, już prawie dorosłych decyzji. Wybór kierunków na studia, wybór miasta, wybór miejsca i ludzi z którymi będzie się mieszkało i przede wszystkim wybór co i kogo zostawiamy za sobą, a co i kto jest dla nas na tyle ważny, że jeśli nie fizycznie to mentalnie zabieramy te rzeczy i osoby ze sobą.
Jak zawsze wiernym przyjacielem w takim sytuacjach jest strach. No bo przecież zaczynamy się zastanawiać "co będzie jeśli..." i tu milion wizji jawi się w głowie i wydaje się, że podjęcie decyzji jest niewykonalne. Każda opcja posiada nieskończenie wiele pozytywnych i negatywnych konsekwencji, ale przecież są to opcje i konsekwencje wymyślone przez nas, a kto jest w stanie powiedzieć że są prawdziwe? Nikt! 
Problem jest taki, że boimy się podjąć decyzję, bo boimy się skrzywdzić siebie, czy drugą osobę, boimy się, że coś co do tej pory wydawało się dobre w przyszłości nie da nam szczęścia, boimy się, że dany kierunek studiów okaże się zbyt trudny lub po prostu nieciekawy. 
Niemożliwe jest zawieszenie się w czasoprzestrzeni, jesteśmy poniekąd zmuszeni do wyboru drogi jaką będziemy podążali.  Jeszcze niejednokrotnie życie zmusi nas do stanięcia na rozdrożu i zastanowienia się w którą stronę pójdziemy. 
Ogromny wpływ na podejmowane decyzje mają otaczające nas osoby bo przecież to z nimi zostaniemy bądź je opuścimy. I znowu pojawia się problem gdy jest ktoś na kim bardzo nam zależy, z jednej strony chciałoby się zostać bądź zabrać tę osobę ze sobą, ale z drugiej strony wiemy, że kiedyś tam wcześniej podjęliśmy taką a nie inną decyzję i musimy wyjechać samotnie, innej opcji nie ma i co teraz zrobić? 
Nie wiem. Myślenie wykańcza psychicznie. Chciałoby się spróbować, zaryzykować, ale jest wielki, ogromny strach przed przyszłością...


Translate