28 lipca 2013

Szacunek wobec siebie. Czy to tak wiele?

Nie odpuszczę tego tematu.
Za długo siedział mi w głowie, żeby nie wspomnieć o tym ani słowa.
I znowu budzi się we mnie totalny hejter tego co mnie otacza. Jaka szkoda, że znowu nadarzyła się na to okazja -_- Sama się o to nie prosiłam. 

Jak zawsze piszę w nocy i jak zawsze muszę mieć własne zdanie na każdy temat, zapewne sprzeczne z większością społeczeństwa. I tak oto ja, jako dziewczyna, staję teraz, nie do końca w obronie, ale po stronie facetów, ot tak, bo mam taką fanaberię. 

Tak, tak, większość, nie wszystkie, ale zdecydowana większość dziewczyn, zapytanych o to, od razu odpowiedziałyby, że wszystkiemu winni są faceci, że oni to największe zło tego Świata. Tyle tylko, że z drugiej strony wielbią ich i biegają za nimi przy każdej nadarzającej się okazji.
Ale o co w ogóle chodzi ? 
O Szacunek. O odrobinę Szacunku, jaki każda dziewczynka, nastolatka, kobieta powinna okazywać własnej osobie, nikomu innemu jak właśnie sobie.
Jakiegoś wielkiego wysiłku intelektualnego to nie wymaga, fizycznego już w ogóle, a jednak tak mało osób, potrafi to zrobić. 
Dlaczego?
Nie mam zielonego pojęcia, ani czerwonego ani też żadnego innego, tęcza by się skończyła, a ja dalej nie wiem o co chodzi. Staram się, ale chociaż bardzo bym chciała to nie potrafię tego zrozumieć. 
Tak więc, nie bronię facetów za to jacy są, jak się zachowują, ani nie twierdzę, że wszyscy są tacy sami, bo nie można generalizować społeczeństwa, nie jest przecież tak, że wszyscy są dobrzy, albo wszyscy źli. Może po prostu trochę bardziej od dziewczyn przypominają naszych przodków i żyją zgodnie z instynktami, testosteron też robi swoje. Może potrzebują podbudować swoje ego, popisać się przed znajomymi, pokazać jacy oni są męscy. 
Są jacy są, taka już ich natura. 
W każdym razie zachowują się tak jak im na to pozwalamy. Jeśli dziewczyna nie ma do siebie szacunku, to chłopak na głowie nie będzie stawał, żeby to naprawić, bo to już nie jego interes. Dziewczyny nie są bez winy, same prowokują większość zachowań płci przeciwnej. 
Co innego, jeśli rzeczywiście dziewczyna zachowuje się kulturalnie z klasą a facet coś wywinie, ok, wtedy rozumiem złość okazywaną pod każdą postacią, jest tego sensowny powód. 
No ale kurcze proste i logiczne jest to, że jeśli damy komuś przyzwolenie na takie a nie inne zachowanie to od razu to wykorzysta. Jeśli będziesz zachowywała się jak pusta lalunia to facet pobawi się z tobą, a później za plecami będzie się z ciebie śmiał. Jeśli pozwolisz facetowi na takie traktowanie to będzie się w taki właśnie sposób zachowywał, bo niby dlaczego nie, skoro dostał na to pozwolenie. 
Dlatego nie widzę sensu w obrażaniu się i oburzaniu, że faceci to takie złe, perfidne i wyzyskujące istoty. Przecież potrafią być normalni, kulturalni, potrafią docenić piękno i charakter dziewczyny, ale tylko jeśli jest taka potrzeba, jeśli dziewczyna ma do siebie szacunek i na to zasługuje. 

Nie ulżyło mi, nie zrozumiałam tego i nie zrozumiem.
Szkoda, że przez takie dziewczyny, faceci traktują całą resztę jednakowo, dopiero przy bliższym poznaniu ogarniają kto jest kim.

25 lipca 2013

Studies & flat

Padam, padam, padam...

Mega męczący dzień, ale też bardzo pozytywny.
Co do moich studiów to jednak trochę się pozmieniało
Miał być Wrocław, później pojawiła się Warszawa, a skończy się na Wrocławiu, ale w szkole innej niż była w początkowych planach, także żyjemy dalej z małymi poprawkami. 
Dokumenty już złożone, grzecznie leżą w sekretariacie ;)

Dzisiejszy wyjazd do Wrocławia, jak wszystko inne przekładany był kilkakrotnie, ostatecznie zakończony powodzeniem. 
Pomijając pobudkę o 5 rano (wg mnie rzecz nierealna do wykonania w czasie wakacji, ale, ale jednak jakoś się udało) i około 9 godzin spędzonych w trasie, jestem zadowolona z tego dnia.
I oczywiście muszę się pochwalić, że dzisiaj po raz pierwszy wyprzedzałam na drodze inne auto, dokładnie tira, nawet mi się to udało ^^
Poza załatwieniem spraw związanych ze szkołą odebrałam klucze od mieszkania, generalnie to fajnie, super fajnie, cudownie ! 

Zliczając jeden, drugi, trzeci a może czwarty piękny park, niedaleki rynek, Ogród Botaniczny, Galerię Dominikańską i dogodny dojazd do szkoły stwierdzam, że lokalizacja jest idealna (Tak Mozi jesteś genialna, że takie mieszkanie znalazłaś :D ) 
Już mi się tam bardzo podoba a przeprowadzka, za około miesiąc.

Dobrze, że wszystko jakoś powoli się układa, a dobry humor dopisuje cały czas. To chyba kwestia przekonania swojego mózgu, że nie ma innej opcji jak taka, że wszystko będzie OK ;)


Ja i moje wielkie czoło -_-

21 lipca 2013

A friend is a very important thing


Podobno zdjęcia z kotami są modne ^^
Takiego oto kotka otrzymałam od Kasi, cudowny jest <3

"Friends are an­gels who lift us to our feet when our win­gs ha­ve troub­le re­mem­be­ring how to fly."
A co do tematu...
Przyjaźń.
Trudno dokładnie zdefiniować czym ona jest.
Zapewne każdy interpretuje ją na swój sposób.
Jedno jest pewne, posiadać prawdziwego Przyjaciela to jak posiadać skarb.
Dla malucha przyjacielem może być ktoś dorosły, ktoś kto poświęca mu swoją uwagę lub inne dziecko, które po prostu spędza z nim czas podczas zabawy. 
Im starsi jesteśmy tym bardziej rosną nasze "wymagania". Oczekujemy, że osoba, którą nazywamy Przyjacielem, będzie potrafiła wysłuchać nas w każdej sytuacji, będzie potrafiła znaleźć rozwiązanie z najgłupszej wpadki.
No właśnie, tylko czy w Przyjaźni jest w ogóle miejsce na stawianie jakichkolwiek warunków ?
Czy to jest właściwe miejsce na oczekiwanie konkretnego zachowania?
Wydaje mi się że w obydwu przypadkach powinna paść jedna odpowiedź "nie".
Owszem Przyjaciel to osoba, która odbierze od Ciebie w środku nocy telefon, wysłucha narzekań posiedzi z Tobą gdy będziesz płakać pół nocy ale nie zrobi tego dlatego, że musi, dlatego że jest to od niego wymagane, zrobi to bo chce, bo wie, że Ty w takiej sytuacji zachowałbyś się tak samo. 
Według mnie Przyjaciel to osoba, której można bezgranicznie zaufać, czasami nawet bardziej niż chłopakowi/dziewczynie/rodzicom to Przyjaciel wie o Tobie najwięcej, a im bardziej Cię zna tym bardziej jest wyrozumiały na Twoje często bezsensowne zachowanie, rozumie Twoje najgłupsze pomysły, ale Przyjaciel również w razie potrzeby nawrzeszczy na Ciebie jeśli sam nie potrafisz się pozbierać lub nie chcesz dostrzec, że coś jest nie tak jak być powinno. Przyjaciel często szybciej niż Ty sam zauważa że stało się coś co trzeba naprawić .
Lecz w Przyjaźni poza tym naprawianiem, zamartwianiem się jest także wiele miejsca na wspólne spędzanie czasu, na śmiech, zabawę, wspólne wyjście na imprezę, wycieczki, na realizację tych wszystkich pozornie głupich, bezsensownych pomysłów, na robienie rzeczy, których reszta świata nie zrozumie, a dla Przyjaciół będą to najpiękniej spędzone chwile, bo wspólne, bo własne. Przyjaciel może być identyczną osobą jak Ty, może być też totalnie inny, może mieć taką samą pasję, a może interesować się czymś zupełnie innym, ważne, że po prostu jest. Niezależnie od miejsca, sytuacji, możliwości pozostaje zawsze przy Tobie.



Cieszę się i doceniam to, że mam takie osoby w moim życiu <3
Dziękuję :*

11 lipca 2013

Where is the sense?

"Maybe Tomorrow" Stereophonics

Generalnie to przestaję ogarniać rzeczywistość
Dobra to zaczęło się już jakiś czas temu
Tyle tylko, że nie wiem kiedy
Że niby już jestem dorosła ? Nie, nie całkiem, nadal mam w sobie wiele z dziecka i myślę że tak zostanie na zawsze.
I z tą dorosłością to jest chyba problem tak trochę. Nagle, nie wiadomo skąd, zwala się na głowę masa spraw, których nie da się załatwić jednym machnięciem ręki. Jedyny pocieszający fakt to to, że wszyscy dookoła czują się tak samo. Każdy będąc dzieckiem chciał poczuć się jak dorosły. Jak zawsze chcemy tego czego akurat nie posiadamy... Standard. Teraz to wszystko przeraża. 
Wcześniej przerażający był egzamin gimnazjalny, ale to minęło, matura, ale po napisaniu okazało się że to nic takiego, wypełnienie aplikacji na studia, ale to też jakoś udało się wykonać, przeprowadzka do większego miasta, ale to też da się pokonać tylko, że mimo tego że mam to już za sobą to myśl o kolejnej nie jest najmilsza, bo znowu trzeba będzie od nowa wszystko poznawać. 
I tak wszystko po kolei przeraża, odchodzi i pojawia się coś nowego co znowu przeraża.
I jaki jest w tym wszystkim sens? Być może nie ma żadnego jak w mojej chaotycznej wypowiedzi, a może jednak jakiś jest.
Trochę filozoficznie teraz będzie, tak w odniesieniu do mojej prezentacji maturalnej.
Celem ludzkiej egzystencji jest osiągnięcie eudajmonii.
*eudajmonia-takie mądre pojęcie wprowadzone, przez starożytnych filozofów, nie miała nigdy ściśle określonej definicji, w najbardziej ogólnym sensie jest to stan pełnego, racjonalnie uzasadnionego zadowolenia i satysfakcji z własnego życia, którego osiągnięcie było podstawowym celem każdego rozsądnego człowieka
Według mnie najbardziej pasjonujące i zadowalające jest samo dążenie do wyznaczonego celu. Bo jak już się go osiągnie to ta chwila przyjemności jakoś się rozmywa i odchodzi, a wspomnienia z tego jak starało się dojść na szczyt są najpiękniejsze i pozostają na zawsze.
Dlaczego tak sądzę? A dlatego, że nie na tym szczycie góry poznajemy wartościowych ludzi, tam co najwyżej można spotkać osoby zachłannie i z zazdrością spoglądające na nasz sukces, ale właśnie po drodze mamy możliwość poznania ludzi którzy szczerych, pomocnych mających wpływ na nasze życie, na podejmowane przez nas decyzje, poza tym przeżyjemy wiele chwil smutku ale też radości, nauczymy się wiele nowych rzeczy i dowiemy się więcej o nas samych. Oczywiście znajdzie się wiele takich istotek, które z ogromną chęcią kopną nas w cztery litery i będą z radością spoglądać na to jak upadamy na dno, nawet niżej poziomu, z którego wyruszyliśmy. Jednak jak dla mnie bardzo budująca jest chwila w której możemy pokazać tym istotkom, że jesteśmy silniejsi niż myśleli i osiągniemy zamierzony cel. Fajnie tak stanąć obok nich i udowodnić, że jesteśmy tu gdzie jesteśmy, na danym etapie naszego życia, pokazać jak dużo udało nam się osiągnąć, jak wiele rzeczy, które kiedyś przerażały stały się jedynie marnym epizodem na drodze do osiągnięcia sukcesu. 
Bo niby mała Ślusi nie poradzi sobie z tym wszystkim co zaplanowała sobie w małej główce? 
A jednak. Gimnazjum ukończyłam z super ocenami i dobrymi wynikami testów, dostałam się do najlepszego liceum w województwie (ranking szkół publicznych) i ukończyłam je z zadowalającymi wynikami, chociaż było bardzo ciężko, na maturę wybrałam jedne z najtrudniejszych przedmiotów (biologia i chemia rozszerzone) poszło jak poszło, generalnie jestem zadowolona, na studia wybrałam też nie najłatwiejsze kierunki, aktualnie czekam na wyniki, już wiem, że do jednego miasta się nie dostałam, ale przecież jeśli w drugim się nie uda to Świat się na tym nie skończy, wymyślę coś innego, w sumie już to wymyśliłam i to wykonam. 
Koniec tego samouwielbienia. 
Po prostu całkiem niedawno uświadomiłam sobie ile wspaniałych osób poznałam i ile rzeczy wydarzyło się w tym moim jeszcze krótkim i "młodym"  życiu a do tego jaką przyjemność sprawia udowadnianie, nie tylko ludziom, ale w szczególności samej sobie ile z tych zaplanowanych w przeszłości rzeczy potrafię wykonać.
Reasumując.
Gdzie jest sens? 
Dobre pytanie. W dalszym ciągu nie wiem. Myślę, że za kilkadziesiąt lat, gdzieś na skraju mojej egzystencji odnajdę na nie odpowiedź, a do tego czasu jeszcze dużo się nauczę, poznam wiele inspirujących osób, obejrzę setki filmów, zwiedzę mnóstwo ciekawych miejsc i po porostu będę istnieć. 


Translate