Uroki małego miasteczka, jest ich wiele, pozytywnych i negatywnych...
Dobra, moje miasto nie jest aż takie małe, kilka dużych marketów, niezliczona ilość salonów fryzjerskich (skutek mieszkania na granicy z Niemcami) dwa kościoły, szkoły (przedszkola, podstawowe, gimnazja, licea, technika, zawodówki znajdzie się nawet Uniwersytet Trzeciego Wieku) banki i salony operatorów komórkowych, trochę tego jest, ale nie jest też duże, a sama często mówię, że jest to dziura zabita dechami, bo pociągi jedynie przejeżdżają trasą do Niemiec, pks w rozsypce a połączeń z większym miastem coraz mniej, jako że etap nauki w szkole średniej postanowiłam odbyć poza domem odczułam dotkliwie skutki braku stacji pkp i wyżej wymienionego obrazu pks, teraz tu wróciłam i obserwuję , obserwuję wszystkoJeden dzień w domu
Jedno wyjście na zakupy
Wystarczyły, żeby uświadomić sobie że spędzę tu całe wakacje, które już rozpoczęłam...
Co mi nie odpowiada, że postanowiłam o tym napisać?
Brak poczucia tak często potrzebnej w dzisiejszych czasach anonimowości, tak wiem, że sami siebie jej pozbawiamy w pełni korzystając z popularnych na całym świecie portali takich jak facebook, sama się w to wpakowałam kilka lat temu, potrafi uzależnić, nie powiem, że nie, ale właśnie tym bardziej potrzebujemy chwil tylko dla siebie
Brak, a jeśli już jest to krytyka indywidualizmu
Społeczne nadawanie etykietek
Każdy Ciebie zna, a przynajmniej słyszał o Tobie, jesteś obserwowany z każdej strony, a jeśli jesteś nowy lub powracający tym bardziej skupiasz na sobie uwagę "stałych" mieszkańców miasta. Ma to na pewno też swoje dobre strony, bez znajomości w dzisiejszych czasach trudno jest załatwić cokolwiek, zawsze znajdzie się ktoś kto pomoże w trudnej sytuacji, ale jak dla mnie po trzech latach mieszkania w mieście dziesięciokrotnie większym , gdzie każdy zajmował się sobą, to jest uciążliwe.
Wyszłam dzisiaj z mamą na zakupy, tak pochodzić po mieście, zobaczyć co ciekawego mają w tych naszych sklepach odzieżowych, ubrałam się jak w normalny wiosenny dzień, założyłam białą bluzkę, szary sweterek, niebieską spódnicę i sandałki, lecz sądzę, że uwaga jaką na siebie zwracałam była niewspółmierna z moim wyglądem. Zastanawiam się dlaczego tak się działo, dlaczego każda przechodząca obok osoba mierzyła mnie od góry do dołu tak jakbym wyszła z domu w stroju kąpielowym lub biorąc pod uwagę jaką mamy teraz porę roku w kurtce z futrem. Czy fakt, że nie miałam na sobie pasiastych czarno-białych zbyt obcisłych spodni, bluzki z dużym dekoltem i butów identycznych jak pół miasta oznacza, że wyglądałam źle? Zapomniałam jeszcze dodać, że mam krótkie, brązowe włosy, nie posiadam doczepianych do pasa i najlepiej tlenionych, blond włosów. No tak nie wpasowałam się obowiązujące tutaj "trendy", wszystko jasne. Ale jakie to smutne, że ludzie nie potrafią mieć swojego stylu, ślepo podążają za tym co przynoszą
im wszechobecne media. Wszystkie dziewczyny wyglądają identycznie, wszystkie chcą być fryzjerkami (szczerze mówiąc bałabym się pozwolić większości z nich dotknąć moich włosów, nie mówiąc o "podcinaniu końcówek" czy farbowaniu) wszyscy chłopacy również wyglądają tak samo, a niech zdarzy się jakiś "lepiej" ubrany, po prostu mający wyczucie stylu, od razu dostaje etykietkę: pedał, gej. Każdemu w głowie tylko imprezy i za udane uważane są takie po których się nic nie pamięta, na których alkohol przelewał się hektolitrami. Prawie nikt nie posiada żadnych ambicji, przyjmuje to co ma i jakoś stara się z tym żyć, a przecież odrobina wysiłku nie zaszkodzi, wystarczy spróbować czegoś innego i dowiedzieć się czy może nie byłoby to lepsze, korzystniejsze dla własnej przyszłości.
Mogłabym napisać, że nienawidzę, mojego miasta, ale tak nie jest. Zdarzają się tu osoby godne poznania i zaufania, zdarzają się miejsca, które warto zobaczyć, zdarzają się fajne klimatyczne imprezy, są chwile które warto zapisać w pamięci, szkoda, że tylko się zdarzają, ale jednak ważne że istnieją.
Ludzie sami siebie krzywdzą nie chcąc wprowadzać, zmian w swoim życiu, nie chcąc próbować, nie chcąc zaczynać czegoś nowego, nie z braku możliwości lecz ze strachu przed tym co ludzie pomyślą.
Jestem z siebie ogromnie dumna, że trzy lata temu podjęłam taką a nie inną decyzję, wyjechałam na trzy lata z przerwami, poznałam innych ludzi, zmieniłam otoczenie, nauczyłam się wiele o życiu, stałam się bardziej otwarta i tolerancyjna dla ludzi o totalnie innych charakterach niż mój, nawet jeśli teraz jestem tą obserwowaną przez innych osobą, cieszę się ze zmian jakie zaszły w mojej osobowości, moim wizerunku i moim zachowaniuWystarczyło zaryzykować, a zmiany okazały się pozytywne.
oj, Madzia, czuję to samo... będę tęsknić za ZG i ani trochę nie żałuję, że wyjechałam tam do szkoły, mimo że przez to "straciłam" przyjaciół (też powinno być w cudzysłowie) tutaj.
OdpowiedzUsuńwłaśnie szkoda, że tak rzadko u nas jest super, że najlepsze imprezy tylko się zdarzają, nie ma fajnego klimatycznego baru...
nawet nie wiem, co będę robić przez te wakacje, nie mam żadnego pomysłu...