"Nie wolni Ci się bać
Wszystko ma swój czas
Ty jesteś początkiem
Do każdego celu"
Podczas wypadu nad jezioro zostałam nazwana Sekretarzem generalnym, tak więc teraz z premedytacją to wykorzystuję i zdecydowanie demokratycznie sekretarzuję i zakazuję (samej sobie szczególnie) używania wyrażeń "boję się" "obawiam się" "nie jestem pewna/pewny".
Dlaczego? A z takiego prostego powodu. To ostatecznie do niczego nie prowadzi. Nie żeby od razu była ze mnie taka szalona ryzykantka, ale po namyśle lepiej spróbować i uznać, że to nie jest to, niż po kilku, kilkudziesięciu miesiącach czy latach dojść do wniosku, że kiedyś tam w takiej i takiej sytuacji mogłam/mogłem zrobić coś inaczej. Myśląc o tym, przed chwilą, doszłam do wniosku, że gdybym zaczęła wyszukiwać w pamięci sytuacje z których nie do końca jestem usatysfakcjonowana, zarówno z mojej jak i innych winy, musiałabym wymazać połowę swojego życiorysu albo popaść w depresję.
Skojarzyło mi się to z filmem "Efekt motyla", w którym jasno i wyraźnie jest przedstawione to, że jakakolwiek próba zmiany przeszłości prowadziła do kolosalnych, często tragicznych zmian teraźniejszości. Film filmem, a my żyjemy w realnym świecie, więc nie cofniemy się w czasie, nie poprawimy nic, nie powiemy nic więcej, tak po prostu miało lub musiało być.
To, że życia nie da się zaplanować to chyba każdy wie. Można jedynie postawić sobie jakieś cele do osiągnięcia, spełniać marzenia, ale nie jest możliwe ułożenie konspektu na życie i wykonanie go w 100%.
Jedną z najważniejszych i na pewno niełatwych "misji" życiowych jest nauczenie się korzystania z tego co mamy, doceniania osób, które nas otaczają i niestety ale też selekcja towarzystwa (nie tak samolubnie, ale nie każdy zasługuje na naszą uwagę i pomoc i jest w stanie nam je zaoferować) do tego oczekiwanie nieoczekiwanego, tak to sobie określę, no bo nie wiemy co się stanie za pięć minut a zwłaszcza co za pięć lat, na przykład po ukończeniu studiów. Na te nasze cele należy wziąć sporą poprawkę jeśli chodzi o wykonanie ich w określonym czasie czy otoczeniu.
Wracając do początku, w związku, z tym, że nie możemy zaplanować życia, przynajmniej dla mnie, nie ma sensu stwierdzanie, że coś jest niewykonalne, dopóki tego nie zaczniemy. Owszem wstępne określenie poziomu trudności jest dobre, ale nie rezygnacja przed podjęciem działania.
Żeby niektórzy nie uznali mnie teraz za szaloną, ryzykowną hipokrytkę (ostatnio zdecydowanie za często padało z moich ust stwierdzenie "boję się...") przyznaję że uwielbiam mieć wszystko poukładane i zaplanowane, stąd też wziął się przydomek Sekretarza, ale staram się walczyć z tym jeśli jest to zbędne. Wiadomo, że trzeba pilnować terminów rekrutacji czy też zaplanować trasę, koszty wycieczki, ale bez szaleństw i dalekosiężnych planów. Boję się wielu rzeczy, co można było tutaj wcześniej przeczytać, ale konsekwentnie staram się dorastać do nich i próbować działać na tyle ile jest to możliwe w danej chwili, dzięki temu, mam nadzieję, w przyszłości będzie coraz mniej niesatysfakcjonujących sytuacji. Może też ich być więcej, no nie wiem. Świata nie zmienię. Przynajmniej będę żyła ze świadomością, że próbowałam.
Cele i marzenia pozostają na swoim miejscu i na każdy przychodzi odpowiednia pora, a mam ich wiele.
Boję się, że chyba Ślusi stała się prawdziwą humanistką.... Ładnie napisane, nie wiedziałam, że Ty masz taki talent literacki! :-)
OdpowiedzUsuńNieee, nie zostanę humanistką ;) Trzy lata w klasie humanistycznej nauczyły mnie "ładnie" pisać i mówić, ale to zdecydowanie nie moje powołanie, wiernie trzymam się mojego "ścisłego" umysłu :D Taka ze mnie chodząca sprzeczność ;)
Usuń