11 lipca 2013

Where is the sense?

"Maybe Tomorrow" Stereophonics

Generalnie to przestaję ogarniać rzeczywistość
Dobra to zaczęło się już jakiś czas temu
Tyle tylko, że nie wiem kiedy
Że niby już jestem dorosła ? Nie, nie całkiem, nadal mam w sobie wiele z dziecka i myślę że tak zostanie na zawsze.
I z tą dorosłością to jest chyba problem tak trochę. Nagle, nie wiadomo skąd, zwala się na głowę masa spraw, których nie da się załatwić jednym machnięciem ręki. Jedyny pocieszający fakt to to, że wszyscy dookoła czują się tak samo. Każdy będąc dzieckiem chciał poczuć się jak dorosły. Jak zawsze chcemy tego czego akurat nie posiadamy... Standard. Teraz to wszystko przeraża. 
Wcześniej przerażający był egzamin gimnazjalny, ale to minęło, matura, ale po napisaniu okazało się że to nic takiego, wypełnienie aplikacji na studia, ale to też jakoś udało się wykonać, przeprowadzka do większego miasta, ale to też da się pokonać tylko, że mimo tego że mam to już za sobą to myśl o kolejnej nie jest najmilsza, bo znowu trzeba będzie od nowa wszystko poznawać. 
I tak wszystko po kolei przeraża, odchodzi i pojawia się coś nowego co znowu przeraża.
I jaki jest w tym wszystkim sens? Być może nie ma żadnego jak w mojej chaotycznej wypowiedzi, a może jednak jakiś jest.
Trochę filozoficznie teraz będzie, tak w odniesieniu do mojej prezentacji maturalnej.
Celem ludzkiej egzystencji jest osiągnięcie eudajmonii.
*eudajmonia-takie mądre pojęcie wprowadzone, przez starożytnych filozofów, nie miała nigdy ściśle określonej definicji, w najbardziej ogólnym sensie jest to stan pełnego, racjonalnie uzasadnionego zadowolenia i satysfakcji z własnego życia, którego osiągnięcie było podstawowym celem każdego rozsądnego człowieka
Według mnie najbardziej pasjonujące i zadowalające jest samo dążenie do wyznaczonego celu. Bo jak już się go osiągnie to ta chwila przyjemności jakoś się rozmywa i odchodzi, a wspomnienia z tego jak starało się dojść na szczyt są najpiękniejsze i pozostają na zawsze.
Dlaczego tak sądzę? A dlatego, że nie na tym szczycie góry poznajemy wartościowych ludzi, tam co najwyżej można spotkać osoby zachłannie i z zazdrością spoglądające na nasz sukces, ale właśnie po drodze mamy możliwość poznania ludzi którzy szczerych, pomocnych mających wpływ na nasze życie, na podejmowane przez nas decyzje, poza tym przeżyjemy wiele chwil smutku ale też radości, nauczymy się wiele nowych rzeczy i dowiemy się więcej o nas samych. Oczywiście znajdzie się wiele takich istotek, które z ogromną chęcią kopną nas w cztery litery i będą z radością spoglądać na to jak upadamy na dno, nawet niżej poziomu, z którego wyruszyliśmy. Jednak jak dla mnie bardzo budująca jest chwila w której możemy pokazać tym istotkom, że jesteśmy silniejsi niż myśleli i osiągniemy zamierzony cel. Fajnie tak stanąć obok nich i udowodnić, że jesteśmy tu gdzie jesteśmy, na danym etapie naszego życia, pokazać jak dużo udało nam się osiągnąć, jak wiele rzeczy, które kiedyś przerażały stały się jedynie marnym epizodem na drodze do osiągnięcia sukcesu. 
Bo niby mała Ślusi nie poradzi sobie z tym wszystkim co zaplanowała sobie w małej główce? 
A jednak. Gimnazjum ukończyłam z super ocenami i dobrymi wynikami testów, dostałam się do najlepszego liceum w województwie (ranking szkół publicznych) i ukończyłam je z zadowalającymi wynikami, chociaż było bardzo ciężko, na maturę wybrałam jedne z najtrudniejszych przedmiotów (biologia i chemia rozszerzone) poszło jak poszło, generalnie jestem zadowolona, na studia wybrałam też nie najłatwiejsze kierunki, aktualnie czekam na wyniki, już wiem, że do jednego miasta się nie dostałam, ale przecież jeśli w drugim się nie uda to Świat się na tym nie skończy, wymyślę coś innego, w sumie już to wymyśliłam i to wykonam. 
Koniec tego samouwielbienia. 
Po prostu całkiem niedawno uświadomiłam sobie ile wspaniałych osób poznałam i ile rzeczy wydarzyło się w tym moim jeszcze krótkim i "młodym"  życiu a do tego jaką przyjemność sprawia udowadnianie, nie tylko ludziom, ale w szczególności samej sobie ile z tych zaplanowanych w przeszłości rzeczy potrafię wykonać.
Reasumując.
Gdzie jest sens? 
Dobre pytanie. W dalszym ciągu nie wiem. Myślę, że za kilkadziesiąt lat, gdzieś na skraju mojej egzystencji odnajdę na nie odpowiedź, a do tego czasu jeszcze dużo się nauczę, poznam wiele inspirujących osób, obejrzę setki filmów, zwiedzę mnóstwo ciekawych miejsc i po porostu będę istnieć. 


1 komentarz:

  1. sens świata polega na tym, że nie wiemy nic na pewno, za wyjątkiem "I exist" ;)

    OdpowiedzUsuń

Translate